Radzyń Podlaski - Nasze miasto z dobrej strony! Mamy 12 sierpnia 2020 imieniny: Klara, Lech, Julian
Rozkład jazdy autobusów Ogłoszenia Imprezy i wydarzenia Ceny paliw

Na skróty

10.08.2010 - Tumlin - Eustachów

Mariusz Szczygieł   
wtorek, 10 sierpnia 2010 14:28

15A na dobrej drodze15A na dobrej drodze.

O 7.30 wyruszyli z Tumlina, by dotrzeć dzisiaj do Eustachowa. Czekamy na informacje z trasy, a wieczorem spróbujemy połączyć się z pielgrzymami telefonicznie.

Tak jak napisaliśmy wyżej, o podsumowanie dnia poprosiliśmy księdza Mariusza Barana- przewodnika radzyńskiej grupy:

 

 

Z trasy

Wyjście z Tumlina7:27 - Wyjście z Tumlina (fot. Adam Adamski)

 

Eustachów - pole namiotowe grupy 15A17:48 + Eustachów - pole namiotowe grupy 15A

 

Konferencja

Odpowiedź na miłość Bożą

Bóg nieskończenie umiłował ludzi i dlatego ofiarował im swego Syna. Jak uczył Jan Paweł II, „już w darze z Syna wyraża się najgłębsza istota Boga, który jako Miłość pozostaje niewyczerpanym źródłem obdarowania. W darze z Syna dopełnia się objawienie i obdarowanie odwiecznej Miłości”1. Poprzez Niego obdarzył ich godnością swoich dzieci (zob. 1 J 3,1), uwolnił od zła i śmierci, i zaprosił do ścisłego zjednoczenia ze sobą – «komunii», która jest dla człowieka źródłem największego szczęścia, jakie może osiągnąć. Poprzez Ducha Świętego, Bóg rozlewa w ludzkich sercach miłość Bożą (zob. Rz 5,5).

Jedyną, właściwą i sprawiedliwą odpowiedzią człowieka na miłość Boga – jest tylko miłość. Wyraża ją cnota religijności (pobożności). Na czym ona polega? W jaki sposób możemy ją zdobyć, by nią żyć? Jakie są i na czym polegają wykroczenia przeciwko miłości Bożej?

O miłości do Boga

Religijność (od łac. religio) rozumiemy jako cnotę, która skłania człowieka do oddawania czci Bogu i do kultu poprzez akty zewnętrzne i wewnętrzne. Zasadniczymi formami kultu są modlitwa i ofiara. Są nimi również inne działania człowieka, podejmowane z myślą o oddaniu Bogu czci, takie jak wierność Bożym przykazaniom, wyrzeczenia, uczynki miłosierdzia, przysięga, ślub czy też pielgrzymka.

Bóg z radością przyjmuje to, co człowiek z miłością Mu daje. Żąda jednak od swoich wiernych kultu nie tyle zewnętrznego, ale wewnętrznego, to znaczy – z usposobieniem szczerym i czystym. Jak mówił Jezus: „Nadchodzi jednak godzina, owszem już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli chce mieć Ojciec. Bóg jest duchem; potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie” (J 4,23–24). Dlatego zbliżając się do Boga, winniśmy się troszczyć o to, by nasze serce było przepełnione miłością do Niego.

Czym się winna charakteryzować miłość do Boga?

Miłość do Boga, jak uczy Stary i Nowy Testament (zob. Mt 22,37), winna być miłością najważniejszą w naszym życiu. Bóg ma prawo do tego, by w sercu człowieka zająć pierwsze, najważniejsze miejsce. Nikt nie powinien być kochany tak samo mocno, jak On, gdyż nikt, jak On, nie zasługuje na taką miłość. Bóg bowiem jest nieskończoną dobrocią, świętością, prawdą i szczęściem człowieka. Ponieważ wszystkie inne wartości, które uznaje człowiek, są jedynie odbiciem tego, kim jest Bóg, jest On większy niż one, i dlatego ma prawo, by być miłowanym «ponad wszystko». Krótko mówi o tym przykazanie Boże: „Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie” (Wj 20,3). Jest więc to miłość wartościowo najwyższa, to znaczy, że nikt nie powinien być od Boga ważniejszy. Chodzi o takie przywiązanie do Boga, w którym człowiek nie uznaje nikogo innego od Niego za godniejszego swej miłości. Nie ceni sobie nic bardziej od Boga. Ani osoby, ani rzeczy, ani więzi z innymi osobami, ani emocje – nie mogą zmierzyć się z Bogiem. Miłość, w której Bóg jest stawiany nade wszystko, uzdalnia człowieka do poświęcenia swego życia dla Niego, na przykład w kapłaństwie lub życiu zakonnym. Niekiedy – co jest szczególną łaską – może doprowadzić do męczeństwa.

Miłość do Boga winna być miłością całej osoby ludzkiej. Człowiek ma kochać Boga całym sobą, całym swoim umysłem, wolą i uczuciami, czyniąc z miłości przewodniczkę w swym życiu. To oznacza, że wszystkie działania i pragnienia są podporządkowane miłości do Boga. Miłość Boga uporządkowuje całe życie człowieka, odsłaniając mu ostateczny sens istnienia i prowadząc go w Jego kierunku.

Miłość do Boga nie może być jedynie deklaracją słowną, ale wyrażać się w czynach. Nie można sprowadzić miłości do uczuć religijnych, zachwytu Bogiem, czy też słownych zapewnień o przywiązaniu do Niego i wierności Jego przykazaniom. Konieczne jest zatem zaangażowanie całego człowieka, które deklarowanej miłości nada konkretny wyraz. Miłość do Boga musi objawić się w czynach. Miłość ta ma charakter dynamiczny, rozwijając człowieka. Kto prawdziwie miłuje Boga, będzie wykraczał ponad miarę określoną przez przykazania, będzie starał się rozwijać ku Jego chwale talenty i dary, jakie otrzymał. Nie zgodzi się na minimum etyczne i duchowe w swoim życiu, lecz – jak pokazuje to historia wielu świętych – będzie życiowym maksymalistą.

Prawdziwa miłość do Boga wyklucza grzech ciężki, dlatego nie może z nim współistnieć. Człowiek kochający Boga będzie starał się o to, by żyć w stanie łaski Bożej, unikając zła i czyniąc dobro.

Owocem miłości Bożej w człowieku jest pełnia szczęścia, którą dzięki niej może osiągnąć, a która wyraża się w przeżywaniu wewnętrznej radości. Poznając, kim jest Bóg i wchodząc w relację przyjaźni z Nim, człowiek czuje się wybrany i zaszczycony, niejako uprzywilejowany. Bliskość Boga stanowi nieustanne źródło duchowej radości. Im bardziej człowiek zagłębia się w tajemnice Boga, wnikając poprzez kontemplację w Jego naturę, sposób działania i przymioty Boże, tym bardziej ulega zachwytowi Bogiem i odczuwa szczęście z tego, że Bóg jest właśnie taki. Radość z powodu Boga jest tak wielka, ze niczym stają się wobec niej wszystkie trudności i krzyże życiowe. Radość ta sprawia, że kochający Boga, jeśli odczuwają smutek, to jedynie z tego, że zbyt mało Go kochają.

Tylko oddalenie od Boga jest dla człowieka, który Go kocha, prawdziwym powodem smutku i nieszczęścia.

Drugim owocem miłości Boga jest zjednoczenie. Prawdziwa miłość dąży do zjednoczenia z osobą, która kochamy. Miłość rodzi gorące pragnienie bliskości, dialogu. Sprawia, ze cieszy nas obecność kogoś, na kim naprawdę nam zależy, a smuci oddalenie. Kochając Boga, możemy wejść w krąg miłości, która jest wewnętrznym życiem Trójcy Świętej. Miłość przezwycięża – z woli Bożej – nasze ludzkie ograniczenia, pozwalając nam wejść we wspólnotę z Bogiem. Być z Nim w jedności.

Innym owocem miłości Bożej jest ekstaza, rozumiana jako wyjście z samego siebie, wyjście z granic własnego „ja”. Chodzi o zdolność zapomnienia o sobie, wyzbycia się egoistycznego skoncentrowania na sobie, swoich potrzebach, lękach i oczekiwaniach. Człowiek, który miłuje Boga nade wszystko, nie będzie niewolnikiem samego siebie. Będzie zdolny do poświęcenia się Umiłowanemu. Miłość Boża sprawia, że nie będziemy szukać własnego dobra, korzyści (nawet duchowych), ale w centrum postawimy dobro osoby ukochanej. To przypomnienie, że trzeba kochać Boga ze względu na niego samego, a nie ze względu na to, co możemy od Niego otrzymać. Przykładem takiej miłości jest postawa św. Teresy z Avila. Szatan straszył ją, że będzie potępiona, gdyż Bóg jej nie kocha i nie znajduje w niej upodobania. Udręczona zawołała do Boga: „Nigdy nie przestanę Cię kochać!”.

Miłość do Boga uzdalnia do daru z siebie dla Boga, czyni gotowym do „tracenia życia”. W ten sposób człowiek dochodzi do pełni swego rozwoju, gdyż odrywa się od siebie i jest zdolny całkowicie otworzyć się na dar Boży. Wychodząc z siebie, oddając się świętemu Bogu, zostaje napełniony Jego świętością, zostaje – jak uczy teologia Kościoła Wschodniego – przebóstwiony. Ojcowie duchowni posługują się obrazem roztopienia serca, który ma swe odniesienia biblijne. Prorocy mówili o kamiennym sercu Izraela (Ez 3,7), o sercu grzesznika zatwardziałym i nieczułym, które jest niezdolne do miłości Boga. Bóg, ustami proroka Ezechiela, obiecał: „Dam im jedno serce i wniosę nowego ducha do ich wnętrza. Z ciała ich usunę serce kamienne, a dam im serce cielesne” (Ez 11,19). Właśnie tego dokonuje miłość Boża w nas. Uzdalnia do adoracji, oddania, dostrzegania piękna w Bogu i Jego dziełach.

Wreszcie, miłość Boża rodzi zapał w dbałości o sprawy osoby ukochanej. Ten, kto kocha Boga, będzie pragnął, aby inni Go poznali i umiłowali, by dostrzegli Jego chwałę i przyjęli Jego dary. Miłość Boża pragnie się udzielać. Ma wymiar apostolski. Nikt, kto kocha Boga, nie będzie egoistycznie pragnął zatrzymać Go wyłącznie dla siebie. Nie będzie mówił: „mój Bóg”, ale pragnął powiedzieć „nasz Bóg”. Tę cechę miłości Bożej odsłania chociażby historia Samarytanki (J 4,5–42), która spotkawszy Chrystusa przy studni Jakuba, poznawszy, kim jest, poniosła dobra nowinę o Nim do innych (J 5,39).

Grzechy przeciwko miłości Boga

Stary Testament, wychowując ludzi do prawdy o Jedynym Bogu, Stworzycielu nieba i ziemi, władcy wszystkiego i Panu historii, podkreślał, że największym grzechem przeciwko Bogu jest bałwochwalstwo – uleganie pokusie wiary w bożków. Zarówno Tora, jak pisma prorockie, pełne są ostrzeżeń przed bałwochwalstwem. Nie ma w tym nic dziwnego, kiedy weźmie się pod uwagę fakt, że Żydzi żyli wśród narodów pogańskich, których kultura przeniknięta była wielobóstwem.

Na tle mozaiki bóstw egipskich, mezopotamskich czy kananejskich, wiara w jednego i jedynego Boga, który nie pozwalał zakląć się w kamieniu lub obrazie, który nie mieszkał w świątyni ręką ludzką uczynionej i nie karmił się ofiarami składanymi przez swoich kapłanów, była czymś niezwykłym, jeśli nie wprost nienaturalnym.

Wiara w jednego Boga, Stwórcy nieba i ziemi, stanowiła prowokację wobec przekonań religijnych wszystkich starożytnych kultur, karmiących się ciekawymi mitami i mnogością historii bóstw. Idea jedynego Boga, który nie pozostał obojętny na los swego ludu, ale powstał, by go zmienić; Boga, który walczył i zwyciężał za swój lud – również ma charakter wyjątkowy. Podobnie rewolucyjny charakter ma to, że Bóg ten kocha swój lud i pragnie być przez niego kochany. Żaden z narodów pogańskich nie żądał, by go kochały czczone przez niego bóstwa. Boginie i bogowie żyli w swoim świecie. Zbytnio nie interesowali się ludźmi i ich losem. Mitologie przedstawiają świat bogów oddalony od świata ludzkiego. Relacje z bogami opierano raczej na wymianie dóbr i korzyści. Bogów można było się bać, kupować ich łaskawość, pobudzać do gniewu zuchwałością, przechytrzać zmyślnym działaniem, upraszać opiekę w konkretnym działaniu. Bogów można było też przeciwstawiać sobie nawzajem i odnosić z tego korzyści. Jednym słowem, można było pozyskiwać ich dla konkretnych spraw. Ale czy można było ich kochać? A także – czy oni potrafili kochać ludzi tak, jak Jahwe?

Relacja Izraela do Boga Jahwe wyraźnie odbiega od relacji innych narodów do czczonych bóstw. Bóg Jahwe kocha swój lud i nie jest Mu obojętny jego los. To On sam kształtuje jego historię, obdarza obietnicami, zawiera przymierze, staje po stronie swego ludu. Jahwe pragnie serca swego ludu. Pragnie wzajemności. Dlatego: „Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem – Panem jedynym. Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił. Niech pozostaną w twym sercu te słowa, które ja ci dziś nakazuję. Wpoisz je twoim synom, będziesz o nich mówił przebywając w domu, w czasie podróży, kładąc się spać i wstając ze snu. Przywiążesz je do twojej ręki jako znak. Niech one ci będą ozdobą przed oczami. Wypisz je na odrzwiach swojego domu i na twoich bramach” (Pwt 6,4–9).

Współcześnie grzech bałwochwalstwa wydaje się równie powszechny, jak w kulturach starożytnych, chociaż objawia się w innych formach. Przede wszystkim, polega na ubóstwieniu wielu wartości ziemskich i podporządkowaniu im, jako wartościom absolutnym całego życia. Zdrowie, uroda, pieniądze, władza, przyjemności cielesne, moda, sława i seks – znajdują całe rzesze wyznawców, gotowych do największych poświęceń. Możemy spotkać wielu adoratorów tych wartości, niewolniczo od nich uzależnionych. Ludzi, którzy mówią, że „nie mogą bez nich żyć”. Wielu ludzi żyjących dzisiaj wyznaje nową stworzoną przez siebie religię, której na imię dobrobyt i rozrywka.

Wiele osób żyje z daleka od Boga, nie znając Go lub znając Go tylko powierzchownie. Dlatego kwitnie w dalszym ciągu zabobon, rozpowszechniają się rozmaite sekty neopogańskie, upowszechniają praktyki rodem z dalekiego Wschodu, będące pomieszaniem pogaństwa i chrześcijaństwa. Niektórzy noszą pierścienie i emblematy pogańskie, radzą się wróżek, nawet uprawiają czarną magię w celu osiągnięcia szczęścia.

To wszystko chrześcijanie powinni – w imię miłości do Boga i zgodnie ze swą wiarą – stanowczo odrzucić.

Niedowierzanie Bogu

Innym grzechem przeciwko miłości Boga jest grzech niedowierzania Bogu. Człowiek zgrzeszył nim już w raju. Wtedy, podczas pierwszego kuszenia, udało się szatanowi zasiać wątpliwość w sercach pierwszych ludzi, dotyczącą dobrych intencji Boga. Szatan przekonał pierwszych rodziców, że Bóg zakazując im spożywania owoców, nie działał dla ich dobra, nie chronił ich, ale ograniczał i chciał pozbawić ich istotnego dobra. „A wąż był bardziej przebiegły, niż wszystkie zwierzęta lądowe, które Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: «Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?» Niewiasta odpowiedziała wężowi: «Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli.» Wtedy rzekł wąż do niewiasty: «Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak, jak Bóg, będziecie znali dobro i zło. Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią: a on zjadł” (Rdz 3,1–6).

Szatan zasiewa wątpliwość. Podważa dobrą wolę Boga. Ukazuje Go jako konkurenta, przeciwnika pierwszych ludzi. Kreuje siebie na „lepiej poinformowanego”, „demaskatora” nieuczciwości Boga.

Czyż to wątpienie, zasiane w sercach pierwszych ludzi, nie odradza się w naszych sercach? Czyż wiele razy nie dopuszczamy się grzechu, przekonani, że w ten sposób uda nas się uzyskać coś dla siebie – coś, czego zazdrośnie strzeże Bóg?

Czyż nie jest tak naprawdę, iż czasami niedowierzamy Bogu w Jego dobre intencje wobec nas?

W człowieku istnieje też pokusa „kontrolowania Boga”. Ona również bierze się z niedowierzania Bogu. Kiedy Mojżesz oddalił się od swego ludu i udał na Górę Synaj po przykazania, Izraelici stworzyli sobie złotego cielca. Mówili do Aarona: „Uczyń nam boga, który by szedł przed nami, bo nie wiemy, co się stało z Mojżeszem, tym mężem, który nas wyprowadził z ziemi egipskiej” (Wj 32,1). Złoty cielec miał zagwarantować im obecność Boga, jakby „przywiązać Go do Nich”. Obawiali się zdać na wolę Boga, który sam decyduje o tym, czy jest z nimi, czy też się oddala.

A my? Czy nie ulegamy pokusie przywiązania Boga do siebie za cenę praktyk religijnych, oznak religijnych, traktowanych jak amulety?

Odrzucenie Bożego daru miłości

Przeciwko miłości Bożej, jak przypomina Katechizm Kościoła Katolickiego, możemy grzeszyć na wiele sposobów. Trzeba pamiętać, że każdy grzech śmiertelny godzi w miłość Bożą, gdyż oddala nas od Boga.

Katechizm wymienia kilka grzechów wprost odnoszących się do miłości Bożej, poprzez które człowiek zaniedbuje ją lub odrzuca. „«Obojętność» zaniedbuje lub odrzuca miłość Bożą. «Niewdzięczność» pomija lub odrzuca uznanie miłości Bożej, jak również odwzajemnienie się miłością na miłość. «Oziębłość» jest zwlekaniem lub niedbałością w odwzajemnieniu się za miłość Bożą; może zakładać odmowę poddania się poruszeniu miłości. «Znużenie» lub «lenistwo duchowe» posuwa się do odrzucenia radości pochodzącej od Boga i do odrazy wobec dobra Bożego. «Nienawiść do Boga» rodzi się z pychy. Sprzeciwia się ona miłości Boga, zaprzecza Jego dobroci i usiłuje Mu złorzeczyć jako Temu, który potępia grzech i wymierza kary”2.

Obojętność wobec Boga sprawia, że człowiek żyje, jakby On nie istniał. Jest to postawa ignorowania Bożej obecności i działania, wynikająca często z dobrowolnych zaniedbań życia religijnego lub ignorancji. Ktoś jest obojętny wobec Boga, ponieważ Go nigdy nie poznał lub poznawszy prawdy wiary, uznał je za nieistotne. Niestety, coraz częściej spotykamy się z taką postawą, zwłaszcza wśród ludzi młodych, którzy uczęszczają na katechezę, zetknęli się z Kościołem, znają prawdy wiary, ale są pochłonięci przez inne zainteresowania, czasem zrażeni lub zniechęceni. Traktują prawdy wiary jak informacje. Nie chcą wniknąć w ich istotę, w obawie, by nie zostać pociągnięci przez nie ku miłości Boga.

Obojętności religijnej sprzyja zetknięcie się z innymi religiami. Może zrodzić się wtedy przekonanie, że skoro istnieje wiele religii, które uznają się za prawdziwe, to znaczy to, że żadna z nich nie jest prawdziwa.

Niewdzięczność wobec Boga jest wzgardą dla Jego darów. Charakteryzuje osoby pyszne i zarozumiałe, które pragną wszystko zawdzięczać tylko sobie, i nie tolerują myśli o tym, że mogłyby coś otrzymać od Boga lub innych ludzi. Postawa niewdzięczności wobec Boga jest cechą ujawniającą się w mentalności ludzi Zachodu, którzy zachłyśnięci osiągnięciami naukowymi i technicznymi uważają, że są sami dla siebie bogami. Grzech niewdzięczności, to grzech Judasza, który odrzucił ofiarowaną mu przez Jezusa przyjaźń i wymienił ją na srebrniki. Takimi współczesnymi srebrnikami dla wielu osób jest dobre samopoczucie i przeświadczenie, że nie potrzebują Boga, by żyć szczęśliwie i osiągać zamierzone cele.

W pokusę niewdzięczności wobec Boga łatwo popadają ci, którzy nie rozumieją idei darmowości, lecz są przyzwyczajeni do przeliczania wszystkiego na korzyści i straty. Niestety, są tacy ludzie, którzy nie umieją otrzymywać darów i bezinteresownie obdarzać, który wolą wszystko kupować. Także w relacjach z Bogiem wolą „kupować” niż otrzymywać, zapłacić – niż dziękować.

Oziębłość względem Boga przejawia się w braku zaangażowania w sprawy wiary, zaniedbaniu modlitwy, kultu religijnego. Ludzie oziębli będą wypełniali swe obowiązki religijne z niechęcią, a nawet wstrętem, jakby pod przymusem. „Muszą chodzić do kościoła”, „muszą iść do spowiedzi wielkanocnej”. Człowiek oziębły w wierze i miłości nie zrobi więcej, niż nakazuje mu konieczność – zadowoli się minimum praktyk religijnych. Taka postawa nie pozwoli nigdy zakochać się w Bogu, odkryć w Nim największego naszego przyjaciela. To postawa niewolnika, który jeśli nie jest zmuszony, to ze swej strony nie wykona żadnego gestu. Oziębłości często towarzyszy sarkazm, narzekanie, krytyka innych osób, które charakteryzuje gorliwość religijna. Wraz z oziębłością religijną idzie w parze lenistwo duchowe i zniechęcenie sprawami wiary. Człowiek oziębły nie znajduje smaku w modlitwie, przystępowaniu do sakramentów świętych, uczestnictwie w życiu wspólnoty Kościoła. Będzie postrzegał swą przynależność do Boga przez pryzmat uciążliwych obowiązków. Oziębłość prowadzi do niewiary i całkowitego zapomnienia o Bogu.

Trwająca długi czas oziębłość rodzi odrazę wobec Boga i Kościoła. Człowiek świadomie odwraca się od Boga i gardzi Nim. Szemrze na wszystko, co związane jest z religijnością, postrzegając ją jako zbyt wymagającą i utrudniającą życie. Nierzadko też oziębłość i odraza do Boga prowadzą do szydzenia z tego, co dobre i szlachetne, czego uczy Kościół.

Jednak największym wykroczeniem przeciwko miłości Bożej jest nienawiść do Boga. Jest to nieprzyjaźń w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Polega ona na odrzuceniu Boga jako Boga i pogardzaniu Jego miłością. Trzeba odróżnić prawdziwą nienawiść do Boga, która jest grzechem szatańskim, do której są zdolni ludzie, którzy poznali prawdę o Bogu, mają właściwe wyobrażenie Boga, od pozornej nienawiści, polegającej na odrzuceniu karykaturalnych obrazów Pana Boga.

Zdarza się, że ktoś deklaruje się jako ateista i antyteista, ale nienawidzi „boga” stworzonego przez siebie, będącego sumą własnych wyobrażeń, przykrych doświadczeń z dzieciństwa, fałszywych obrazów Boga przekazywanych mu przez innych. Sprzymierzeńcem takiej pozornej nienawiści do Boga jest ignorancja religijna i uprzedzenia wobec Kościoła.

Prawdziwa nienawiść do Boga, będąca przyczyną potępienia, ma miejsce wtedy, gdy człowiek świadomie i dobrowolnie odrzuca obraz Boga, jako miłującego Ojca. Nienawiść wyraża się w walce przeciwko Bogu i religii objawionej.

Niestety, trzeba powiedzieć, że żyją osoby, które nienawidzą Boga i starają się swa nienawiścią do Niego zarażać innych. Antyteiści walczą z wszelkimi przejawami religijności, gdyż wstręt w nich budzi wszystko, co kojarzy się z Bogiem. Ich postawa jest postawą szatańskiego buntu.

Troska o miłość do Boga

By nie utracić cnoty nadprzyrodzonej miłości Boga, winniśmy zatroszczyć się o nasze odniesienie do Niego. Trzeba przede wszystkim pielęgnować to wszystko, co rozwijałoby w nas cnotę prawdziwej pobożności. Nie lekceważmy sobie osobistej i wspólnotowej modlitwy. Starajmy się przystępować systematycznie do sakramentów świętych, zwłaszcza sakramentu pokuty i pojednania oraz Eucharystii. Cenną pomocą w naszym życiu duchowym będzie adoracja Najświętszego Sakramentu. Nie żałujmy na nią czasu.

Na modlitwie prośmy Boga o dar miłości Bożej, która jest darem Ducha Świętego. Z pewnością, On widząc naszą gotowość do przyjęcia tego daru, nie poskąpi go nam.

Unikajmy grzechów ciężkich i okazji do nich prowadzących, a jeśli zdarzy się nam nieszczęście popełnienia ich, jak najszybciej nawracajmy się i pokutujmy. Nic tak nie osłabia miłości do Boga, jak grzech ciężki. Starajmy się wyzwalać z grzechów powszednich, wiedząc, że chociaż nie zrywają naszej więzi z Bogiem, to jednak ją osłabiają.

By wzrastać w miłości Bożej naśladujmy świętych. Mamy tak wiele wspaniałych przykładów życia ewangelicznego. Maryja, Apostołowie i niezliczeni święci z różnych epok, stanów, kultur, są chlubą naszego Kościoła. Od nich uczmy się, jak kochać Boga miłością wielką i czystą. Poznawajmy biografie świętych, aby „podpatrywać” ich i uczyć się od nich wiary i miłości. Bądźmy przyjaciółmi świętych, a oni pomogą nam zostać przyjaciółmi Boga. Zwłaszcza starajmy się poznać życie naszych patronów od chrztu i bierzmowania. Od nich wiele możemy się nauczyć.

Przebywajmy chętnie z osobami głęboko religijnymi. Być może, w naszej Parafii istnieje jakieś bractwo, stowarzyszenie religijne, które pielęgnuje zdrową duchowość i pobożność katolicką. Przyłączmy się do niego. Od wielu lat Kościół propaguje koła żywego różańca. Mamy Akcję Katolicką, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży i wiele innych ruchów, które trudno wymienić. Skorzystajmy z tego bogactwa Kościoła i znajdźmy się wśród tych, którzy pragną pogłębić znajomość swej wiary i życia chrześcijańskiego.

I ostatnia myśl: miłość do Boga możemy rozwijać poprzez miłość do bliźniego. Ale to uczynimy przedmiotem oddzielnych naszych rozważań.

Rozmyślanie

Tak jak w życiu człowieka kończy się okres dziecięcego czy młodzieńczego wieku i po nim nastę­puje nowy czas, bardziej świadomy, w którym bierze on swoje życie we własne ręce, tak w dziejach narodu wybranego przyszedł czas próby jego dojrzałości i samodzielności. Okres sędziów zamyka się odrzuceniem przez ludzi owej bliskości Boga, jaka miała miejsce za czasów sędziów. Było to jednocześnie odrzucenie tego rodzaju organizacji i sposobu życia, jakie realizowały się w szczegól­nej relacji z Panem Bogiem i w dialogu z Nim za pośrednictwem sędziów – charyzmatycznych przywódców.

Ostatnim z sędziów i prorokiem Izraela w tym okresie był Samuel. W swojej młodości przeżył on szczególne spotkanie z Panem (zob. 1 Sm 3,1-21). Z powodu tego wydarzenia został uznany za proroka w Izraelu. O ważności tej postaci dla narodu wybranego świadczy fakt, że w Biblii dość ob­szernie przedstawiona jest historia jego życia i powołania – od poczęcia, przez ofiarowanie go Bogu i służbę u kapłana Helego, jako owoc żarliwej modlitwy matki (zob. 1 Sm 1,4 – 2,11) oraz jego misja na prorocka.

Samuel towarzyszył wielkim przemianom, jakie dokonywały się w historii narodu wybranego prze­chodzącego – jak moglibyśmy to określić – z okresu młodzieńczego do dojrzałości.

Przemiany, o których mowa, są wynikiem żądań Izraelitów postawionych Samuelowi, aby ustano­wił im króla, gdyż chcieli być jak inne narody. Inicjatywa, jaką podejmują Izraelici i z którą zwra­cają się do proroka Samuela, jest bardzo znamienna. Dokonuje się to pod pozorami troski o czło­wieka, o jego rozwój i samodzielność, itp., ale jest w niej ukryte wielkie i w pewnym sensie nie­uniknione niebezpieczeństwo: chęć stawania wobec Boga w postawie niezależności. Człowiek coś z tego musi przeżyć, żeby móc lepiej poznać siebie i zrozumieć, kim jest, oraz by po doświad­czeniach, czasem bardzo bolesnych, wracać do Boga i korzystać z Jego prowadzenia.

Spójrzmy, jak to się działo:

Zebrała się cała starszyzna izraelska i udała się do Samuela do Rama. Odezwali się do niego: „Oto ty się zestarzałeś, a synowie twoi nie postępują twoimi drogami: ustanów raczej nad nami króla, aby nami rządził, tak jak to jest u innych narodów”. Nie podobało się Samuelowi to, że mówili: „Daj nam króla, aby nami rządził”. Modlił się więc Samuel do Pana. A Pan rzekł do Samuela: „Wysłuchaj głosu ludu we wszystkim, co mówi do ciebie, bo nie ciebie odrzucają, lecz Mnie odrzu­cają jako króla nad sobą. Podobnie jak postępowali od dnia, w którym ich wyprowadziłem z Egip­tu, aż do dnia dzisiejszego, porzucając Mnie i służąc innym bogom, tak postępują i z tobą. Teraz jednak wysłuchaj ich głosu, tylko wyraźnie ich ostrzeż i oznajmij im prawo króla, który ma nad nimi panować”. I powtórzył Samuel wszystkie słowa Pana ludowi, który od niego zażądał króla (1 Sm 8,4-10).

Przytoczona historia ukazuje, jak lud nie chciał już nosić znamienia wybrania spośród wszystkich narodów, bycia odmiennym od innych i pozostawania szczególnej bliskości Boga. To wybranie gwarantowało życie, w bliskości Boga, ale i w zależności od Niego. Było też więc zadaniem i wy­zwaniem, które stawiało pod znakiem zapytania wiele aspektów życia, w porównaniu z życiem in­nych (pogańskich) narodów. Można powiedzieć, że Izraelici niejako zmęczyli się tym wybraniem, tą odmiennością. Narodowi wybranemu sprzykrzyło się być oblubieńcem Boga. Odrzucając bli­skość Boga chcieli być jak inne narody. Ta wola bycia jak inni wyraża się w żądaniu ustanowienia króla, którym ma być jeden z Izraelitów. Do tej pory ich Królem i Panem był sam Jahwe. Za żąda­niem: chcemy, żeby u nas było tak, jak u innych, stoi odrzucenie Boga, odrzucenie Jego panowania. Jest to jeden z przejawów sprzeniewierzenia się ludu wobec Boga.

Samuel – prorok, widzący, czyli znający plany Pana Boga – nie chce, żeby Izrael miał królów po­dobnie jak inne narody. Próbuje uświadomić ludowi, co się zmieni w jego życiu w związku z wy­borem króla, jakie wynikną z tego zobowiązania. Lud jednak nie przyjmuje jego napomnień. Czło­wiek bowiem godzi nawet na zobowiązania wobec króla, ale chce wiedzieć, że ten król go reprezentuje i że pod władzą tego króla ma też swoje prawa, które może egzekwować.

Gdy Samuel przedstawia Panu Bogu stanowisko Izraela, Pan Bóg mówi: Samuelu, to nie ciebie od­rzucają, jeśli chcą być jak inne narody i chcą mieć króla jak inne narody. Nie odrzucają Ciebie tyl­ko odrzucają Mnie. Jeśli chcą mieć króla – uczyń im króla.

Pan Bóg zgadza się na żądanie ludu. Pozwala, by Izraelici doświadczyli, co to znaczy mieć swego króla, co to znaczy żyć na własną rękę jako społeczność. Oczywiście, ze strony Izraela nie było to jednoznaczne odrzucenie Boga, ale te ich żądania zawierały w jakiś sposób wolę upodobnienia się do innych narodów, do życia pogańskiego, mimo zachowanego kultu. Tak też to będzie później, gdy król Salomon wybuduje świątynię, ale stale będzie też uprawiany (choćby potajemnie) kult bożków, a kult świątynny będzie czasem przybierał znamiona formalizmu i rytualizmu bez odniesienia do życia (zob. np. Jr 7,1-14).

Można powiedzieć, że żyjąc w bliskości Boga, lud (człowiek) ma okazję i szansę żyć według jego woli. Jak długo Jezus nie objawił tego na sobie (w swoim Misterium Paschalnym), ludzie sami nie mogli się tego nauczyć, nie byli w stanie czerpać z tej bliskości i zażyłości z Bogiem. Chęć bycia sobą dla siebie zwyciężyła w nich niejako przeciwko Panu Bogu. Człowiek nie nauczył się przyj­mować w swoim życiu Boga, odrzucił Go (zob. J 1,10). Dopiero to odrzucenie Boga, jakie do­konało się na Jezusie, przez ukrzyżowanie Go, oraz przebaczenie, jakie On objawił po zmartwych­wstaniu udzielając Ducha Świętego (J 20,20-23), otworzyły nowy etap przeżywania przez czło­wieka bliskości Boga. To odrzucenie Jezusa było przygotowywane w wydarzeniach Starego Testa­mentu, i Pan Bóg to przyjmował i przez to działał.

Znamienne jest to, co dokonało się przed Piłatem, kiedy lud odrzucił Jezusa. Piłat chciał uwolnić Jezusa, a tłum szantażował go słowami: jeśli uwolnisz, nie jesteś przyjacielem cezara, a następnie wołał wprost: nie mamy króla poza cezarem (zob. J 19,12-16). W ten oto sposób Jezus, Bóg-Czło­wiek, będący królem i wynoszący człowieka do godności królewskiej, zostanie odrzucony i ukrzy­żowany. W tym Jego odrzuceniu przez człowieka, które On przyjął i w którym pozwolił się cał­kowicie poniżyć, dał człowiekowi dostęp do Boga. Stał się jakby najniższym stopniem dostępu do Boga, stopniem najniższym, ale najbardziej zasadniczym, z którego może skorzystać najbardziej upadły człowiek. Właśnie w tym odrzuceniu i uniżeniu Jezus stał się królem (Panem, służącym ludziom Panem). Stał się królem dostępu człowieka do Boga. Potrzebne było to odrzucenie Jezusa przez człowieka, by umożliwić człowiekowi pełne zbliżenie do Boga i komunię z Nim oraz z bliź­nimi. Benedykt XVI w encyklice „Deus caritas est” mówi: „W śmierci Jezusa na krzyżu dokonuje się owo zwrócenie się Boga przeciwko samemu sobie, poprzez które On ofiarowuje siebie, aby pod­nieść człowieka i go zbawić – jest to miłość w swej najbardziej radykalnej formie” (n. 12). Właśnie w tej swojej miłości Bóg jest tak różny od człowieka. Chrześcijanie – począwszy od pierw­szych uczniów Jezusa – stale tego się uczą.

Odmienność tych, którzy są blisko Boga i żyją według Jego przykazań (powołania) okaże się też w życiu uczniów Jezusa. Jezus zwróci uwagę na to mówiąc do nich: Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich (Mk 10,42-44).

I my musimy czasem przeżyć, co to znaczy żyć jak poganie, bez Boga historii, to znaczy bez wy­raźnego i świadomego poddania się Temu, kto prowadzi historię życia. Człowiek, który tego nie chce dostrzec, bądź przeciwstawia się temu, gdyż chce utrzymać swoją pozycję, swoją koncepcję życia, odrzuca obietnicę Boga, grzeszy przeciwko niej. Na ile w naszym życiu przyjmujemy logikę Jezusa otrzymaną przez Słowo i Sakrament, wówczas przeżywamy nasze zbawienie, nasze bycie w Ziemi Obiecanej, i stajemy się świadkami tego zbawienia wobec innych. Sposób przeżywania na­szej odmienności, czasem nawet odrzucenia, może być pomocą oświecającą życie bliźnich i wno­szącą w ich życie nadzieję zbawienia.

 

{xtypo_info}Tak było w ubiegłym roku (kliknij){/xtypo_info}

 

Zaloguj się, aby dodać komentarz. Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się.