Radzyń Podlaski - Nasze miasto z dobrej strony! Mamy 28 listopada 2020 imieniny: Jakub, Lesław, Zdzisław
Rozkład jazdy autobusów Ogłoszenia Imprezy i wydarzenia Ceny paliw

Na skróty

12.08.2010 - Czarnca - Przyrów

Mariusz Szczygieł   
czwartek, 12 sierpnia 2010 09:41

5.56 - Czarnca5:56 - Czarnca

O tej godzinie otrzymałem pierwsze zdjęcie z dzisiejszego etapu. Jeszcze spałem... a nasi pielgrzymi już byli na nogach. To naprawdę potężny wysiłek i wielkie wyzwanie dla każdego człowieka- rozstać się z przyzwyczajeniami dnia codziennego.

Zdjęcie nadesłał niezawodny p. Adam Adamski.

O dzisiejszym dniu opowiedział nam także o. Ireneusz. Posłuchajcie:

 

Konferencja

Maryja – najpiękniejsza odpowiedź na Miłość

Bóg, obdarzając człowieka nieskończoną miłością, zarazem uzdolnił go do tego, by nią żył. Najpiękniejszą ludzką odpowiedź na miłość Boża dała Maryja, Matka Jezusa. W Niej możemy zachwycić się miłością Boga i ludzi, do jakiej zdolne jest serce człowieka, kiedy tylko okaże posłuszeństwo Bogu i w pełni wykorzysta otrzymany dar miłości. Chociaż Ewangelie niewiele uwagi poświęcają Matce Bożej, to jednak te fragmenty, które o Niej mówią, mogą nas wiele nauczyć. Prześledźmy zatem historię Maryi, aby znaleźć w niej wzór dla naszego wzrastania w miłości do Boga i ludzi.

Najpiękniejszy kwiat Bożej miłości

W Ewangeliach znajdujemy dwie wypowiedzi Jezusa, podobnej treści, które odsłaniają Jego wewnętrzny stosunek do Maryi. Jedną zanotował św. Łukasz. Zdarzyło się, że kiedyś Jezus przemawiał do wielkiej rzeszy ludzi. Słuchacze byli zachwyceni mądrością i pięknem Jego nauki. „Gdy On to mówił, jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do Niego: «Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś». Lecz On rzekł: «Owszem, ale przecież błogosławieni są ci, którzy słuchają Słowa Bożego i zachowują je" (Łk 11,27–28).

Nieznana kobieta pochwaliła Matkę Jezusa. Postąpiła tak, bo rozumowała w myśl ludowego przysłowia „niedaleko pada jabłko od jabłoni". Skoro Jezus jest tak wspaniałym nauczycielem, to z pewnością musiał mieć szlachetną i mądrą matkę. Kobieta wypowiedziała słowa błogosławieństwa pod adresem Matki Nauczyciela z Nazaretu, której osobiście nie znała. W odpowiedzi Jezus wypowiedział swoje
Ewangeliście Łukaszowi zawdzięczamy jeszcze jedno opowiadanie z okresu dzieciństwa Jezusa, które być może zrelacjonowała mu sama Maryja. „A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta – Nazaret. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim. Rodzice Jego chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy, szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: «Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i Ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie». Lecz On im odpowiedział: «Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?» Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu" (Łk 2,39–50).
Maryja i Józef byli ludźmi pobożnymi – i w takim duchu wychowywali Jezusa. Wyrazem ich gorliwości religijnej, pobożności praktykowanej w rodzinie, była wspólna pielgrzymka na Święto Paschy. Podczas powrotu z uroczystości paschalnych rodzice stracili Jezusa z oczu. Szukali Go, zaniepokojeni tym, że nie ma Go w grupie powracających, krewnych i znajomych. Maryja i Józef szukali Go „z bólem serca", zapewne przerażeni tym, że mogłoby Mu się przydarzyć coś złego. Powrócili do miasta, do świątyni. Dopiero po trzech dniach Go odnaleźli. Zapewne te „trzy dni" mają charakter nie tylko realny, ale i symboliczny. Trzy dni pełne niepokoju, drżenia o Syna, łatwo porównać do trzech dni oczekiwania Maryi, pełnego bólu i nadziei, na cud zmartwychwstania.
„Czemuś nam to uczynił?" – „Byście wiedzieli, że powinienem być w sprawach Ojca Mego".
Miłość Maryi do Jezusa przeszła przez ogień niepokoju i poszukiwań. Miłość ta oczyściła się w ciągu tych trzech dni, czyniąc gotowym serce Matki do całkowitego ofiarowania Jezusa sprawom Ojca. Teraz Maryja wie, że nie może Go zachować dla siebie, chronić, wiązać Go z sobą. Jej serce ma stać się wolne od pokusy, jakiej ulegają serca wielu kochających matek, a wyrażającej się w pragnieniu zatrzymania swych dzieci dla siebie. On ma być w sprawach Ojca Niebieskiego.
Miłość Maryi i Józefa do Chrystusa objawiła się w trwodze i bólu. Nie chcieli Go stracić. Podjęli natychmiastowe poszukiwania, gdy zorientowali się, że Go nie ma blisko.
A my? Czy podzielamy lęk Maryi i Józefa, by nie stracić Jezusa? Czy nie oddalamy się od Niego? Czy zbyt łatwo nie pociągają nas różne sprawy tak, że zapominamy o Bogu?
A gdy stracimy Go sprzed oczu – czy szukamy Go w kościele? Czy nosimy w sercu „święty niepokój", który nie pozwala nam oddalać się od Jezusa?

Kana Galilejska i Wielka Sobota

Zwykle cudowne wydarzenie przemiany wody w wino, jakie dokonało się na prośbę Maryi w Kanie Galilejskiej (J 2,1–11), rozważamy w kontekście pośrednictwa Maryi i Jej troski o nowożeńców. Rzeczywiście: scena w Kanie Galilejskiej wspaniale ukazuje, na czym polega pośrednictwo Maryi, które niczego nie ujmuje pośrednictwu przed Bogiem samego Chrystusa. Prawdą jest również, że pokazuje wrażliwość i troskę Maryi o młodych, którzy wyprawili wesele.
Trzeba jednak, byśmy na całe wydarzenie spojrzeli jako na objawienie się wiary Maryi w Jezusa. Ona pierwsza, przed kimkolwiek innym, uwierzyła w moc swego Syna. Ta wiara i ufność w Jego Boską władzę zrodziła prośbę skierowaną do Jezusa: „Synu, wina nie mają", oraz polecenie wydane sługom: „Uczyńcie wszystko, co On wam powie" (J 2,5). Maryja, zanim dokonał się cud, już odkryła, kim naprawdę jest i jaką moc ma Jej Syn.
Wpatrzeni w tę scenę ewangeliczną, zastanówmy się nad tym, czy my – tak, jak Maryja – ufamy Jezusowi. Czy zanim dostrzeżemy jakieś znaki, potwierdzenia, dowody Jego mocy – jesteśmy gotowi uwierzyć w Niego?
Warto też, byśmy zapytali samych siebie o to, na czym budujemy nasze zaufanie do Chrystusa. Czy nasza wiara oparta jest na mocnym fundamencie, zakorzeniona w wierze Maryi i Kościoła, czy też jeszcze budujemy ją na niestałych uczuciach, sentymencie religijnym tradycji, otrzymanej w rodzinie?
Zaufanie do Boga i wielka miłość Maryi objawiły się podczas Wielkiego Piątku i Wielkiej Soboty, kiedy Maryja uczestniczyła w tajemnicy cierpienia, śmierci i pogrzebu Jezusa. Widzimy Ją pod krzyżem, pełną bólu, ale i godności. Maryja nie rozpaczała, nie złorzeczyła nikomu. Stała wsparta o swego nowego syna – Jana, kontemplując śmierć Jezusa.
Mielibyśmy prawo oczekiwać, by w tej godzinie ciemności i triumfu zła, Maryja podniosła głos sprzeciwu lub rozżalenia. By wypowiedziała swój zawód – rozczarowanie, zrodzone z zawodu spowodowanego niewypełnionymi obietnicami anioła. Śmierć Jezusa zdawała się przekreślać wszystkie obietnice, jakie usłyszała od archanioła. Słusznie mogło to być uznane przez Nią za dowód, iż została zwiedziona, że na próżno uwierzyła.
Maryja milczy pod krzyżem, a wielu Ojców Kościoła i świętych uważa, że tym milczeniem Maryja odnowiła swe „Fiat" ze zwiastowania. Maryja oczekuje. Zarówno pod krzyżem, jak i po złożeniu ciała Chrystusa w grobie – Maryja trwa w oczekiwaniu. Serce Jej mówi, że historia Jej Syna nie może tak się zakończyć.
Maryja kocha Syna. Kocha Ojca, który dopuścił tajemnicę Wielkiego Piątku. Jest spokojna, bo wie, że – tak czy inaczej – Boże polany się wypełnią.
Doświadczenie z Kany Galilejskiej mówi Jej, że Bóg okaże się potężny i uczyni cud w „godzinę", której oczekiwał Jezus. Jej wiara jest teraz próbowana, podobnie jak nasza wiara, gdy przychodzą momenty niezrozumiałego cierpienia. Obyśmy – jak Ona – potrafili zawierzyć Bogu i w milczeniu powtarzali swe „Fiat" woli Bożej.
Bóg przeprowadził Maryję przez doświadczeniu Wielkiego Piątku i Wielkiej Soboty zwycięsko. Boża miłość okazała się potężniejsza od nienawiści szatana i zła, do jakiego zdolny jest człowiek. W pełni zatriumfowała w poranek wielkanocny, u pustego grobu Jezusa.

Wniebowzięcie Maryi

Miłość Boża polega na tym, że Bóg za „niewiele", co może ofiarować mu człowiek, gotów jest dać mu „wszystko" – całe niebo. Miłość Boża objawia się w tym, że Bóg pamięta o wszystkich, którzy Mu zaufali. Nie tylko ratuje z rozmaitych opresji życiowych, ale ocala od śmierci i wprowadza do chwały nieba.
Taki sens ma prawda o wniebowzięciu Maryi i Jej ukoronowaniu przez Boga w Trójcy Świętej na królową nieba i ziemi. Wniebowstąpienie Maryi jest zakończeniem Jej ziemskiej drogi. Zakończeniem, które nie mogło być – ze względu na wierność Boga – inne. Maryja z duszą i ciałem cieszy się radością nieba, gdyż niemożliwym wręcz było, by Chrystus dopuścił rozkład Jej ciała w grobie.
Papież Pius XII, ogłaszając dogmat o wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny, w Konstytucji apostolskiej Munificentissimus Deus (1950 r.) wyjaśniał, że prawda ta żywo obecna w nauczaniu Ojców Kościoła, teologów scholastycznych i pobożności wiernych, jest zakorzeniona w Słowie Bożym, które ukazuje ścisły związek Syna z Matką: „Ono stawia nam niejako przed oczy Matkę Bożą najściślej złączoną z Boskim Synem, dzielącą zawsze Jego losy. Dlatego wydaje się rzeczą wprost niemożliwą widzieć oddzieloną od Niego po ziemskim życiu, jeśli nie duchem, to przecież ciałem – Tę, która Go poczęła, porodziła, mlekiem własnym wykarmiła, na rękach piastowała i do serca swego tuliła. Zbawiciel nasz, będąc Synem Maryi, nie mógł po prostu jako najdoskonalszy wzór zachowywania Bożego Prawa – obok Ojca Przedwiecznego – nie czcić także swej umiłowanej Matki. A ponieważ mógł Ją ozdobić tak wielkim zaszczytem, jakim jest zachowanie wolną od skażenia grobowego, należy wierzyć, że naprawdę tak uczynił.
Przede wszystkim zaś, należy przypomnieć to, iż od drugiego wieku Ojcowie Kościoła przedstawiają Maryję Dziewicę jako nową Ewą, która choć poddana nowemu Adamowi – łączy się z Nim najściślej w walce przeciwko piekielnemu wrogowi. Walka ta zapowiedziana już w Protoewangelii, ma zakończyć się zupełnym zwycięstwem nad grzechem i śmiercią, które zawsze łączą się ze sobą w pismach Apostoła Narodów. Jak przeto chwalebne Zmartwychwstanie Chrystusa było istotnym składnikiem, a zarazem ostatecznym trofeum zwycięstwa, tak też wspólna walka Najświętszej Dziewicy i Jej Syna winna być zakończona «uwielbieniem» Jej dziewiczego ciała. Tenże bowiem Apostoł mówi: «A gdy to, co śmiertelne, przyoblecze się w nieśmiertelność, wtedy wypełni się słowo, które jest napisane: pochłonęło śmierć zwycięstwo».
Dla tej przyczyny dostojna Matka Boga «jednym i tym samym aktem Bożej woli», złączona odwiecznie w tajemniczy sposób z Jezusem Chrystusem, niepokalana w swym poczęciu, w Boskim swym macierzyństwie nienaruszona dziewica, wielkodusznie współdziałająca z Boskim Odkupicielem, który odniósł pełny triumf nad grzechem i jego następstwami, osiągnęła wreszcie to jak gdyby najwyższe uwieńczenie swoich przywilejów przez to, że zachowana została od skażenia grobowego i tak jak Syn Jej, zwyciężywszy śmierć, z ciałem i duszą wzięta została do niebieskiej chwały, gdzie ma jaśnieć jako Królowa po prawicy tegoż Syna swojego, nieśmiertelnego Króla wieków".
W tajemnicy wniebowzięcia i ukoronowania Maryi widzimy miłość Bożą, triumfującą nad grzechem i jego skutkami. Miłość, która nagradza zasługi Maryi i daje nadzieję, że my również możemy odnieść wraz z Chrystusem i Jego Matką zwycięstwo nad śmiercią i złem.

Wraz z Benedyktem XVI, możemy do Niej kierować ufną modlitwę:

„Panno Łaskawa, Matko rodziny ludzkiej,
wejrzyj na mężczyzn i kobiety naszych czasów,
na ludy i rządzących, na kraje i kontynenty;
pociesz tych, którzy płaczą, cierpią,
padają ofiarą ludzkiej niesprawiedliwości,
wesprzyj uginających się pod jarzmem trudu
i patrzących w przyszłość bez nadziei;
dodaj otuchy tym, którzy się trudzą,
by zbudować lepszy świat,
w którym będzie mogła zatriumfować
sprawiedliwość i zapanować braterstwo,
w którym zniknie egoizm, nienawiść i przemoc.
Niech moc Chrystusowego pokoju
pokona wszelką przemoc w jakiejkolwiek formie!

Dziewico słuchająca, Gwiazdo nadziei,
Matko Miłosierdzia,
Źródło, dzięki któremu przyszedł do świata Jezus,
nasze życie i nasza radość,
dziękujemy Ci i ofiarowujemy Ci nasze życie
wierząc, że nigdy nas nie opuścisz,
szczególnie w mrocznych
i trudnych chwilach naszego życia.
Bądź z nami zawsze:
teraz i w godzinę śmierci naszej.
Amen!

Rozmyślanie

Po odrzuceniu Saula Pan Bóg wybiera następcę, Dawida, syna Jessego. Znamienny jest przebieg samego wyboru (zob. 1 Sm 16,1-13). Oto prorok Samuel przyszedł do Jessego, aby zgodnie ze sło­wem Boga namaścić na króla jednego spośród jego synów. Okazało się jednak, że w żadnym z tych, których mu przedstawiono, Pan sobie nie upodobał. Nastąpiła więc konsternacja – nie ma kogo na­maścić. W tych okolicznościach dokonuje się poszukiwanie: czy nie ma kogoś innego: Jesse przed­stawił Samuelowi siedmiu swoich synów, lecz Samuel oświadczył Jessemu: Nie ich wybrał Pan. Samuel więc zapytał Jessego: Czy to już wszyscy młodzieńcy? Odrzekł: Pozostał jeszcze najmniej­szy, lecz on pasie owce. Samuel powiedział do Jessego: Poślij po niego i sprowadź tutaj, gdyż nie rozpoczniemy uczty, dopóki on nie przyjdzie (1 Sm 16,10-11). Dawid został wybrany wbrew wszel­kim ludzkim przewidywaniom.

Za wyborem Dawida stoi sprzeniewierzenie się Saula, sprzeniewierzenie się całego narodu. Ten pasący owce chłopiec wchodzi w powstały kryzys. Przywołano go, namaszczono i po jakimś czasie Dawid został królem i posiadł władzę.

Jego historię można krótko ująć przy pomocy kilku pojęć: wybranie, grzech i nawrócenie. Można powiedzieć, że Dawid został wybrany, aby doświadczyć grzechu, i żeby przejrzeć, uznać grzech i nawrócić się. W jego życiu i powołaniu grzech oraz uświadomienie sobie przez niego konsekwencji tego grzechu i Bożego przebaczenia odegra ważną rolę. Spójrzmy wiec na historię jego grzechu i nawrócenia (zob. 2 Sm 11,1 – 12,13).

Pewnego razu Dawid zobaczył kobietę, Batszebę, spodobała mu się i skorzystał z tego – współżył z nią, a ona poczęła. Kiedy Dawid zobaczył konsekwencje swojego czynu, próbował podstępnie w to uwikłać Uriasza, męża Batszeby. Ściągnął go z pola walki i próbował nakłonić, by wstąpił do domu. Aby to osiągnąć, Dawid uciekł się nawet do próby zniewolenia Uriasza przez upicie. Wszystkie jego zabiegi nie zadziałały jednak tak, jak przewidywał. Wobec tego dał Uriaszowi list skazujący go na śmierć, polecając jego dowódcy, by w czasie walki postawił go w takim miejscu, w którym na pewno zginie. Trzeba pamiętać, że Dawid zrobił to mocą swojej pozycji, zadufany w sobie i w swojej władzy. Taka postawa grozi nam wszystkim. My takimi jesteśmy. Dawid został wybrany po to, żebyśmy to zobaczyli.

Kiedy Uriasz zginął, historia zdawała się być skończona na korzyść Dawida. Ale właśnie wtedy nadszedł istotny moment. Batszeba urodziła mu syna, którego Dawid bardzo miłował. Ten syn jed­nak zachorował. Dawid wtedy pościł, modlił się, podejmował różnego rodzaju ofiary, żeby jego syn nie umarł. Kiedy dziecko jednak umarło, słudzy bali się o tym powiedzieć Dawidowi. Widząc bowiem, jak Dawid cierpiał i umartwiał się, gdy ono żyło, bali, się, że teraz może sobie uczynić coś złego (zob. 2 Sm 12,18). Tymczasem cała historia Dawida zmierzała do tego, żeby jemu, jako królowi i człowiekowi, stało się coś złego, to znaczy, żeby zobaczył swój grzech i się nawrócił.

Nawrócenie to jest właśnie przekreślenie tego, do czego człowiek był niewłaściwie przywiązany, uważając, że ma rację, że może (wolno mu) tak postępować, jak chce. Nawrócenie to dokonanie czegoś, co przekreśla starego człowieka. W nawróceniu musi stać się coś złego staremu czło­wiekowi, jego zwichniętym perspektywom życia. Dopiero wtedy możliwa jest budowa nowego.

Dawid jednak zachował się inaczej od przewidywań jego sług. Kiedy dowiedział się, że jego syn umarł, wstał, umył się i namaścił, zmienił ubranie i poszedł do domu Pana oddać Mu pokłon, a po­tem się posilił. Bo stało mu się coś złego, coś go tak dotknęło i zraniło, że się nawrócił. Zobaczył, że nie on jest panem historii, że Ktoś inny ją przygotowuje i prowadzi. Zobaczył i uznał to. Odtąd stał się królem, który bardziej potrafi słuchać Boga i żyć według jego zamysłu.

Ten Dawid, któremu stało się coś złego w oczach ludzi, stał się człowiekiem, który pozwolił się później prześladować swojemu synowi Absalomowi (zob. 2 Sm 18,24nn). Nie oponował też, gdy nastawał na niego Szimei z rodziny należącej do domu Saula. ów człowiek obrzucał Dawida kamieniami i przeklinał, nazywając go mężem krwawym. Słudzy Dawida chcieli zrobić to samo, co robili w momencie, gdy chorował i umarł jego syn, chcieli go obronić przed złem. Mogli łatwo za­bić prześladowcę. Dawid jednak powstrzymał ich mówiąc: Jeżeli on przeklina, to dlatego, że Pan mu powiedział: Przeklinaj Dawida! Któż w takim razie może mówić: Czemu to robisz? (…) Mój własny syn, który wyszedł z wnętrzności moich, nastaje na moje życie. Cóż dopiero ten Beniaminita? Pozostawcie go w spokoju, niech przeklina, gdyż Pan mu na to pozwolił. Może wejrzy Pan na moje utrapienie i odpłaci mi dobrem za to dzisiejsze przekleństwo (2 Sm 16,10-12).

Historia Dawida wiąże się z Jezusem. On pochodzi z rodu Dawida; będzie nazwany Synem Dawida. Dawid jest figurą (typem) Jezusa. Oznacza to, że historia Dawida w jakiejś mierze wyznaczała historię Jezusa. Historia Dawida, który wybrany i postawiony przez Boga, zgrzeszył i sprzeniewierzył się swemu wybraniu, znajduje dopełnienie w historii Jezusa. Jezus, który sam był bez grzechu, podzielił los grzeszników. Stanął po stronie grzeszników, by przeżyć odrzucenie i prześladowanie ze strony ludzi, a nawet doświadczyć opuszczenia przez Boga (wołał na krzyżu: Boże, czemuś mnie opuścił). Przeżył więc wszystko to, co oznacza konsekwencje grzechu i podob­nie też przeżył miłość Boga Ojca do grzesznika. On stał się narzędziem i objawieniem tej miłości (zob. Rz 3,25). Odtąd stało się w pełni jasne, że Bóg przebacza grzech i przygarnia tego, kto do Niego się nawraca. Choćby był największym grzesznikiem, może powrócić do Boga. Bóg podnosi go i wskrzesza ze śmierci do życia, podobnie jak to uczynił ze swoim Synem. Syn Boży stał się pierworodnym spośród umarłych (Kol 1,18), by wszyscy dotknięci śmiertelnością z powodu grzechu mieli dostęp do życia. To właśnie dokonuje się w sakramencie chrztu, gdzie razem z Chry­stusem umieramy (dla siebie, dla grzechu), by żyć, by żyć dla Boga, to znaczy żyć pełnią życia, któ­re już nie umiera (zob. Rz 6,1-11; por. Dz 26,23; 1 Kor 15,20-26). Jezus jako Syn Dawida wprowa­dza człowieka w tajemnicę wybrania, by jako grzesznik mógł się nawrócić i żyć. Ta tajemnica do­konuje się w człowieku przez sakrament chrztu.

 

 

 

Zaloguj się, aby dodać komentarz. Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się.