Radzyń Podlaski - Nasze miasto z dobrej strony! Mamy 14 sierpnia 2020 imieniny: Alfred, Maksymilian, Euzebiusz
Rozkład jazdy autobusów Ogłoszenia Imprezy i wydarzenia Ceny paliw

Na skróty

Radzyńska msza

Mariusz Szczygieł   
poniedziałek, 06 sierpnia 2012 08:38

Jeszcze w ŁagowieDzisiejszy dzień nie wyróżnia się w zasadzie niczym szczególnym.

Radzyńska grupa ma do pokonania 31 kilometrów na odcinku Łagów - Wielgie. Wielgie to wioska niedaleko Ciepielowa, który zapisał się na kartach historii jednym z pierwszych mordów na polskich żołnierzach w 1939 roku. Niemcy, łamiąc międzynarodowe umowy wojenne i konwencję haską, rozstrzelali w ciepielowskim lesie 300 jeńców wojennych. Fakt ten oczywiście skrzętnie odnotowali, zrobili zdjęcia i opisali.

Wyjątkowy jest początek dzisiejszego dnia. Ranek należy do radzyńskiej grupy - "Piętnastka" sprawuje mszę, której przewodniczy ksiądz Mariusz Baran. Brat Ireneusz czyta homilię, techniczni przygotowują nagłośnienie, muzyczni wyśpiewują jak tylko umieją najlepiej.

Warto tu wspomnieć o muzycznych (chociaż będziemy o nich pisali jeszcze przy okazji ich dnia na pielgrzymce) - w tym roku mają nowiuteńką gitarę i mikrofon bezprzewodowy. Tuby też mają mniej awarii - na kilka tygodni przed wyruszeniem w trasę pielęgnował je, remontował i udoskonalał Mirek Pieniek. 

Dzień podsumowuje przewodnik grupy ksiądz Mariusz Baran:

 

Konferencja

Ci, którzy nie wierzą

Św. Łukasz przekazał nam pełne niepokoju słowa Jezusa: „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?" (Łk 18,8). Zostały one wypowiedziane w rozmowie z Apostołami, w której Chrystus zachęcał do modlitwy. Jezus myślał o swoim powtórnym przyjściu na końcu czasów. Być może widział już w duchu wszystkie pokolenia swoich uczniów – Kościół pielgrzymujący przez wieki i Jego zmagania o wiarę w świecie. Być może, Jego niepokój dotyczy także wiary, która jest w naszych sercach.

Ateizm

Ludzkość od początku swej kultury stawiała pytanie „czy Bóg istnieje?" Poszukiwanie odpowiedzi na nie zrodziło religię. Przez długie wieki ludzkość w swej masie była wierząca i publicznie nie podawano w wątpliwość istnienia Boga. Aż po wiek XVIII religijna wiara była zjawiskiem powszechnym we wszystkich społeczeństwach. Z dociekań o istnienie Boga powstały różne religie, wspólnoty wiary, koncepcje Boga lub bóstw. Istnieli również ateiści, którzy jednak stanowili znikomą mniejszość, a ateizm nie stanowił atrakcyjnej propozycji światopoglądowej dla szerokich mas.
Ateizm współczesny narodził się w Europie w wieku XVIII, ale już w następnym wydał swoich najświetniejszych przedstawicieli, którzy z butą i gorliwością neofitów wszem i wobec ogłaszali śmierć Boga i koniec chrześcijaństwa. Początkowo był postawą filozoficzną i życiową napiętnowaną, odrzucaną jako nieracjonalna i niegodna człowieka. Budził zdziwienie i opór.
Jeszcze w XVII wieku zwalczanym zjawiskiem społecznym była herezja, a spory teologiczne pomiędzy katolicyzmem a różnymi odłamami protestantyzmu pochłaniały uwagę i energię uczonych i polityków. Nie zajmowano się problemem niewiary.
Już w XVII wieku we Francji, a potem w pozostałych krajach Europy, pojawili się libertyni, grupa osób zrywających ze wspólnotami kościelnymi, wypierających się przynależności do chrześcijaństwa, żyjących w świecie własnych idei i według własnych zasad. Libertynów cechowała obojętność religijna, sceptycyzm wobec dogmatów i autorytetów religijnych, przekonanie o zbędności wiary lub wręcz jej szkodliwości. Libertyni i wolnomyśliciele próbowali stworzyć doskonały świat, w którym nie było miejsca dla idei Boga innej niż deizm.
W okresie kontrreformacji ateizm był traktowany jak bluźnierstwo i surowo karany, co zniechęcało do publicznych deklaracji niewiary.
Ateizm jako teoretyczne i praktyczne zanegowanie istnienia Boga rozpowszechnił się w XVIII wieku. Była to epoka ateizmu nie tylko jawnie występującego, ale agresywnego, zdobywczego, szyderczego, zapatrzonego w moc rozumu i oślepionego niepokornym przekonaniem, że tylko nowa religia – nauka uczyni ludzi prawdziwie szczęśliwymi. Wtedy pojawiają się myśliciele, którzy całe swe życie poświęcają zwalczaniu religii. Ateizmowi towarzyszy zepsucie obyczajów, pogoń za przyjemnością, hedonistyczne i egoistyczne szukanie szczęścia. W ogniu krytyki znalazła się religia chrześcijańska, z jej dogmatami, zasadami moralnymi, hierarchią oraz ustrój państwowy, z którym była ściśle związana. Rewolucja religijna stała się nieodłączną częścią przebudowy społeczeństwa.
W XVIII wieku ateizm zdobył sobie w Europie prawo obywatelstwa, a religia zaczęła tracić szacunek w oczach elit intelektualnych. Modny stał się agnostycyzm i wojująca niewiara.
W następnym wieku ateizm przekroczył kolejną granicę: zdobył najuboższe warstwy społeczne. Niereligijność – wskutek zaniedbań duszpasterskich, inercji Kościołów chrześcijańskich oraz szybkich zmian społeczno-gospodarczych, zakorzeniła się w sercach najuboższych mieszkańców wsi i miast. Ateizm stał się podstawowym wyposażeniem ideologów marksizmu, a Kościół jednym z najzajadlej zwalczanych wrogów. Miało to swój głęboki kontekst społeczny i polityczny: wiara była postrzegana jako czynnik zniewolenia proletariuszy. Marks uważał, że religia jest „westchnieniem uciśnionego stworzenia" i „opium dla ludu". Freud dostrzegał w niej „lekarstwo uśmierzające" cierpienie dla sfrustrowanych i gnębionych ludzi. Dla ideologów „nowego świata" Bóg stanowił wytwór ludzkiej wyobraźni, dający pociechę i złudną nadzieję poprawy losu, a religia czynnikiem konserwującym niesprawiedliwość społeczną i wyzysk. Ci główni ideolodzy ateizmu nie wgłębiali się w twierdzenia wiary, ani też próbowali podejmować z nimi dialog filozoficzny. Odrzucali istnienie Boga z pełną pychy wyższością tych, którzy zrozumieli, że jest on owocem lęków i nadziei biedaków. Uważali religię za złudzenie i projekcję oczekiwań, które nie mogły spełnić się na ziemi.
W kołach ideologów ateizmu, wychowanych na poglądach Friedricha Nietzschego, Karola Marksa i Ludwika Feuerbacha panowało przekonanie, że wiara religijna to silny czynnik hamujący zmiany społeczne: prowadzi do akceptacji niesprawiedliwości, demobilizuje, rozładowuje słuszny gniew i wygasza pragnienie buntu. Artur Rimbaud nazwał Chrystusa „wiecznym złodziejem energii" oskarżając chrześcijaństwo o to, że jest hamulcem postępu, ponieważ każe człowiekowi patrzeć w niebo, a nie na ziemię.
Ateizm współczesny umacniał się wraz z postępem sekularyzmu w Europie i świecie, powiększającym swą autonomię wobec chrześcijaństwa i innych religii. Proces zeświecczenia ogarnął naukę (XVII w. – Galileusz), politykę (XVIII w.). Obecnie jesteśmy świadkami postępującego zerwania między Kościołem a kulturą, antropologią i etyką. Coraz więcej ludzi myśli i działa bez żadnego odniesienia się do wiary. Nawet w tak ważnych dziedzinach, jak prawo do życia, trwałość małżeństwa i rola rodziny, aborcja, eutanazja, etyka wymyka się spod dyktatu Kościoła. O rząd dusz walczy z nim wiele nowych ideologii, pozbawionych odniesień do wiary w Boga.
We współczesnym świecie spotykamy się z coraz powszechniejszą niewiarą. Nie jest to zjawisko jednorodne. Można mówić o ateizmie teoretycznym, który próbuje podawać rozumowe „dowody" na to, że „Bóg nie istnieje", wątpiąc w wizję świata, w którym jest miejsce na nadprzyrodzoność, tajemniczą obecność Boga. O wiele bardziej rozpowszechniony jest w naszej kulturze ateizm praktyczny. Ludzie żyją tak, jakby Boga nie było.

Argumenty przeciwko wierze

Najczęstszym powodem odrzucania wiary w Boga osobowego, który kocha człowieka i czuwa nad nim jest problem powszechności cierpienia i zła. Niektórym wydaje się, że skoro życie człowieka i istnienie świata jest naznaczone cierpieniem – oznacza to, że Boga nie ma. Zwłaszcza zło, które godzi w istoty bezbronne i niewinne: małe dzieci, słabych, chorych, starszych, wydaje się zasadniczym argumentem przeciwko istnieniu Boga, Jego wszechmocy i dobroci. Ludziom przytłoczonym przez grzech, upokarzanym przez niesprawiedliwość, doświadczającym nienawiści, odzieranym z godności i pozbawianym prawdy trudno ejst uwierzyć w Bożą Opatrzność, która czuwa nad nimi. Cień krzyża, który nie pozwala cieszyć się życiem zdaje się uzasadniać rozpaczliwą tezę, że człowiek pozostaje samotny wobec cierpienia i zła, które czyni lub którego doświadcza.
Drugą, niemalże klasyczną racją za nieistnieniem Boga jest przekonanie, że nie jest On już potrzebny do wyjaśnienia świata. Myśl ta, powstała w czasach Oświecenia, zadomowiła się na dobre w wielu umysłach współczesnych ludzi. Uważają oni, że nauka doskonale obchodzi się bez hipotezy Boga. W świecie nauki i techniki, charakteryzującym się niewiarygodnie szybkim postępem, odwołanie do Boga jako racji istnienia świata, wydaje się archaiczne i nieprzekonujące. To prawda, że wielu uczonych, żyjących nie tylko w naszych czasach wierzyło w Boga, podziwiając Jego mądrość w dziele stworzenia. Prawdą jest jednak i to, że wielu współczesnych naukowców nie widzi miejsca dla Boga w teoriach wyjaśniających zjawiska, które badają. Mówią, że niegdyś Bóg był odpowiedzią na pytania, na które nie umiała odpowiedzieć nauka, a dzisiaj, gdy rozum ludzki poszerza posiadaną wiedzę, nie ma miejsca na dyskurs o Bogu.
18 maja 2012 r. biorąc udział w programie „Dzień Dobry TVN" Kazik Staszewski wyznał: „Bardzo bym chciał uwierzyć na nowo, ponieważ z wiarą jest o wiele łatwiej. Jest to pewnego rodzaju oparcie, które też w pewien sposób tłumaczy świat i problemy, które cię atakują z wielu stron. Ale jakoś moja wiedza nie pozwala mi. Strasznie bym chciał uwierzyć, ale wiedza – kurcze, hamulec zaciągnięty". Tej wypowiedzi towarzyszyło pełne zrozumienia kiwanie głową prowadzących rozmowę dziennikarzy. Zapewne oni również dysponowali przeogromną wiedzą, która przekreśla możliwość wiary w osobowego Boga.
Także we współczesnej filozofii, która niegdyś zajmowała się podstawowymi pytaniami egzystencjalnymi i wyjaśniała rzeczywistość odwołując się do przyczyn nadprzyrodzonych, Bóg wydaje się metafizycznie zbędny.
Kolejną racją, którą ateiści uzasadniają niewiarę w Boga, jest przekonanie, że sama Jego idea jest nie do zniesienia. Odrzucają myśl o Bogu, który swoim istnieniem i wolą krępowałby człowieka, ingerując w jego życie. Życie w cieniu Boga, od którego nie można się uwolnić, który widzi, osądza, nakazuje, wydaje się im obrazą godności i wolności. Życie pod czujnym okiem Boga męczy i wydaje się żenujące. Jest odrzucane jako przejaw zniewolenia.
W ostatnich latach w Polsce (i nie tylko) obserwujemy zjawisko nasilenia się bezpardonowej walki z Kościołem katolickim. Właściwie polski ateizm stał się zażartym antyteizmem. Być może nie chodzi o zorganizowany ruch, chociaż ateiści jednoczą się i mobilizują do wspólnego działania tworząc środowiska, wspólnoty i grupy. Próbują „wypłynąć" na forum publicznym na fali antyklerykalizmu.
Zjawisko to jest niepokojące: nie chodzi już o prymitywny antyklerykalizm, znany z czasów PRL-u. Obecnie atakowane jest nie tylko duchowieństwo, przedstawiane jako wróg społeczeństwa pragnącego dobrobytu, nowoczesności i szczęścia. Zwalczana jest idea Boga i dogmaty wiary. Spotykamy się z bluźnierstwami i szyderstwem skierowanym przeciwko Chrystusowi, Maryi i świętym. Znieważane są i wyśmiewane symbole i obrzędy religijne. Bohaterami skeczów kabaretowych i niewybrednych żartów są ludzie deklarujący swe przywiązanie do Kościoła. Na forach internetowych pojawiają się setki złośliwych lub wulgarnych wpisów przeciwko chrześcijaństwu. Także sztuka współczesna nie jest wolna od bluźnierczych „instalacji" czy „dzieł" wyszydzających dogmaty. To wszystko pozwala mówić o postępującej chrystianofobii.
Wrogowie katolicyzmu organizują spotkania i wydarzenia uliczne, podczas których manifestują swą wrogość do Chrystusa i Kościoła. Przeciwko wierze wypowiadają się celebryci znani z prasy brukowej bądź telewizji śniadaniowej, a także wykreowane na użytek mediów „autorytety moralne". W sprawach religii zabierają publicznie głos także byli księża i zakonnicy. Dzielą się swoją niewiarą, sieją wątpliwości, podważają autorytet biskupów i kapłanów. Udzielają Kościołowi rad, pragnąc by jak najszybciej wycofał się z życia publicznego. Nagonka na Kościół jest sposobem zdobywania popularności wśród sfrustrowanych bezrobotnych inteligentów i młodzieży oraz beneficjentów dawnego porządku społecznego.
W naszym życiu codziennym spotykamy się nie tylko z apostołami ateizmu, lub z tymi, którzy stanowczo zwalczają jakiekolwiek przejawy religii w życiu społecznym (antyteiści). Bardzo często ateizm przybiera zakamuflowaną formę agnostycyzmu. Nie jest bezpośrednią negacją istnienia Boga. Wyraża się w przekonaniu, że o jego istnieniu nie można nic pewnego powiedzieć. Dla agnostyka istnienie lub nieistnienie Boga jest niemożliwe do udowodnienia. Często taka postawa stanowi alibi dla ateizmu praktycznego.

Wobec ateizmu

Katechizm Kościoła Katolickiego w odniesieniu do zjawiska niewiary stwierdza: „Ateizm, odrzucając lub negując istnienie Boga, jest grzechem przeciw cnocie religijności. Odpowiedzialność za to przewinienie może znacznie zmniejszyć intencja i okoliczności. W powstawaniu i rozpowszechnianiu się ateizmu «niemały udział mogą mieć wierzący, o ile skutkiem zaniedbań w wychowaniu religijnym albo fałszywego przedstawiania nauki wiary, albo też braków w ich własnym życiu religijnym, moralnym i społecznym, powiedzieć o nich trzeba, że raczej przesłaniają, aniżeli pokazują prawdziwe oblicze Boga i religii»" .
Jak powinniśmy odnosić się do ateistów i ich niewiary? W jaki sposób możemy dać odpór wrogości wobec Chrystusa i Kościoła? Są to pytania, które wielu chrześcijan stawia sobie każdego dnia. I nie chodzi bynajmniej o poważne spory filozoficzne, dyskusje w świetle kamer telewizyjnych czy też reakcję na złośliwości lub ataki. Chodzi o zwyczajne sytuacje, które coraz częściej mają miejsce w naszych rodzinach i środowiskach lokalnych.
Są rodzice i dziadkowie, którzy przeżywają dramat ateizmu swoich najbliższych. Nieraz osoby starsze, głęboko wierzące, poważnie traktujące swą wiarę, aktywnie udzielające się w życiu parafialnym, czują się osamotnione, jeśli nie wręcz wykluczone w środowisku rodzinnym i sąsiedztwie. Chociaż sami są wierzący i praktykujący, żyją z bolesną świadomością, że ich dzieci i wnuki nie modlą się, nie przystępują do sakramentów świętych, wprost wypowiadają się przeciwko wierze, krytykują Kościół za proponowane zasady moralne. Bywa, że osoby też żyją pod obstrzałem kąśliwych uwag, niesprawiedliwych ocen. Niekiedy nawet spotykają się nie tyle z obojętnością, ile z wrogością. Są prześladowane.
Św. Paweł Apostoł, przewidując opór, jaki mogą stawiać zdrowej nauce Ewangelii poganie, przede wszystkim gorąco zachęcał św. Tymoteusza do mężnego wytrwania. „Zaklinam cię wobec Boga i Chrystusa Jezusa, który będzie sądził żywych i umarłych, i na Jego pojawienie się, i na Jego królestwo: głoś naukę, nastawaj w porę, nie w porę, w razie potrzeby wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz. Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań – ponieważ ich uszy świerzbią – będą sobie mnożyli nauczycieli. Będą się odwracali od słuchania prawdy, a obrócą się ku zmyślonym opowiadaniom. Ty zaś czuwaj we wszystkim, znoś trudy, wykonaj dzieło ewangelisty, spełnij swe posługiwanie!" (2 Tm 4,1-5).
Św. Paweł wzywał Tymoteusza do tego, by odważnie stawiał czoła nauczycielom fałszu. Napominał go, by się nie dał zastraszyć ani nie uległ znużeniu, gdy ataki będą częste i długotrwałe. Apostoł Narodów za rzecz normalną uważał to, że nie wszyscy przyjmą Ewangelię, uwierzą w Bożą miłość i uznają Chrystusa za Zbawiciela. Przemierzając różne krainy Paweł stykał się z wieloma potężnie rozwiniętymi religiami, z filozofami greckimi i nauczycielami, którzy wrogo odnosili się do jego nauki. Był człowiekiem mężnym. Napełniony darami Ducha Świętego dzielił się swoją wiarą godząc na to, że wielu odrzuci ją z pogardą, a on zostanie wyśmiany i potępiony. Zachowywał pokój serca, gdyż ufał Bogu i sile Jego Ewangelii. Wiedział, że wiara jest łaską, której Bóg nie skąpi, ale która musi być przyjęta w sposób rozumny i wolny.
Paweł starał się przekonywać swoich rozmówców (a bardzo często i przeciwników) za pomocą rozumowych argumentów, powołując się na swe osobiste doświadczenie wiary oraz Księgi Pisma. Czynił to w duchu pokory i zatroskania o ich zbawienie, a nie by udowodnić swoje racje czy też odnieść zwycięstwo w potyczkach słownych. Kierował się szczerą intencją podzielenia się tym, co uważał za najcenniejsze – wiarą. Dzielił się tym, czym sam żył.
Trzeba, abyśmy pamiętali, że opór czy wręcz wrogość, jakie rodzi wierność Chrystusowi i Kościołowi, jest naturalną reakcją świata i Złego, który próbuje nim zawładnąć. Chrystus – Syn Boży doświadczył tego oporu i nienawiści. Jego nauczanie i dzieła spotykały się nie tylko z wiarą, ale z odrzuceniem i drwiną. Ewangelista Marek wspomina o tym, że mówiono o Nim „odszedł od zmysłów" i także: „Ma Belzebuba i przez władcę złych duchów wyrzuca złe duchy" (zob. Mk 3,18,21-22). Stąd też na Ostatniej Wieczerzy realistycznie zapewniał uczniów: „Sługa nie jest większy od swego pana. Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować. Jeżeli moje słowo zachowali, to i wasze będą zachowywać. Ale to wszystko wam będą czynić z powodu mego imienia, bo nie znają Tego, który Mnie posłał" (J 15,20-21).
Odpowiedzią na szykany, przejawy dyskryminacji a nawet jawne prześladowanie może być tylko miłość nieprzyjaciół. Wyraża się ona w cierpliwym znoszeniu krzywd, przebaczeniu i modlitwie o zbawienie tych, którzy jak niegdyś Szaweł przed swoim nawróceniem prześladują prawdę Ewangelii. Wiarę próbuje się w ogniu doświadczeń. Cierpienie i prześladowania oczyszczają motywację wiary i umacniają ją. Bóg dopuszcza łaskę krzyża, aby uczynić nas uczestnikami cierpień Chrystusa, byśmy również mieli udział w dziele zbawienia. Za św. Pawłem uczmy się wyznawać: „Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół" (Kol 1,24).
Potężnym orężem w pozyskaniu innych dla Ewangelii jest modlitwa. Często tego oręża nie doceniamy. Być może dzieje się tak dlatego, że za bardzo ufamy sile naszego oddziaływania – słowom, czynom, nie pozwalając, aby Bóg objawił swoją moc poprzez udzielenie łaski. Tymczasem Pan Jezus zapewniał: „Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić" (J 15,5). Siła naszej ewangelizacji i świadectwa wiary bierze się z komunii z Chrystusem i jest owocem Jego obecności i działania. Nie tyle nalegania, argumenty, cytaty biblijne, ile modlitwa i ofiara uprasza łaskę wiary i gotowość jej przyjęcia.
Modlitwa, post i jałmużna mogą okazać się pomocne w dziele pozyskiwania innych dla Chrystusa, zwłaszcza wtedy, gdy przeszkodą dla ich wiary jest przywiązanie do grzechów i niemoralne życie. Wielu starszych rodziców patrzy z niepokojem na niemoralne życie swych dorosłych dzieci i wnuków. Nie ma w ich sercach miejsca dla Boga, gdyż zajęły je troski doczesne, pogoń za realizacją osobistych planów życiowych i wizji szczęścia, a także grzeszne nałogi i przyzwyczajenia. W nocnej rozmowie z Nikodemem Pan Jezus wskazał na przyczynę, dla której wielu ludzi odrzuca Jego naukę: „światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków" (J 3,19-20).
Chrześcijanin nikogo nie osądza, nie wydaje potępiających wyroków, ale w obliczu zła szuka ratunku dla grzeszników w Bogu. Na modlitwie i poprzez czyny pokutne próbuje zdobyć zagubione serca dla Niego.
W kontaktach z ateistami lub osobami deklarującymi się jako wątpiące ważną rolę odgrywa świadectwo autentycznego życia chrześcijańskiego. Jego brak bywa bardzo często źródłem uprzedzeń do wiary bądź zasadniczym argumentem za jej odrzuceniem. Bywa przecież, że ktoś stracił wiarę poprzez zetkniecie się z antyświadectwem życia chrześcijańskiego. Nieporozumienia lub konflikty z duszpasterzem, zgorszenie brakiem miłości, brak autentycznego życia wiary w rodzinie, faryzejska postawa osób deklarujących jako gorliwie wierzące, nieprzychylne Kościołowi środowisko, to wszystko może doprowadzić do osłabienia wiary bądź przeszkodzić w jej rozwoju. Dlatego tak ważne jest autentyczne zaangażowanie w sprawy wiary i nasza postawa. To co sztuczne, nieszczere i na pokaz sprawia, że stajemy się „solą bez smaku" i zgaszoną pochodnią. Tylko prawdziwe życie według wiary, niekłamana miłość do Boga i bliźnich stanowi znak niepokojący sumienia i prowokujący pytanie o wiarę.

 

Zaloguj się, aby dodać komentarz. Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się.