Radzyń Podlaski - Nasze miasto z dobrej strony! Mamy 25 października 2020 imieniny: Ingi, Darii, Sambora
Rozkład jazdy autobusów Ogłoszenia Imprezy i wydarzenia Ceny paliw

Na skróty

Dzień Służb Medycznych

Mariusz Szczygieł   
czwartek, 09 sierpnia 2012 15:00

Ojciec Irek ze swoim prezentemDzisiaj trochę później pojawiamy się z informacją o naszej pielgrzymce. 

Później, bo tu i ówdzie słychać już narzekania, że na iledzisiaj to teraz tylko pielgrzymka i pielgrzymka... No taki czas moi drodzy, jeszcze kilka dni i zamkniemy ten etap. Znowu wrócimy do codzienności. A tymczasem zobaczmy co słychać w naszej grupie.

W "Piętnastce" od rana święto - Dzień Służb Medycznych. Już Kochanowski pisał: "Szlachetne zdrowie, Nikt się nie dowie, Jako smakujesz, Nim się zepsujesz". Siedzimy przed monitorami i wiemy, że Jan z Czarnolasu miał 100% racji. A co mają powiedzieć ci, którzy już 7 dzień pieszo idą na Jasną Górę?

Gdyby nie te Siostry... pewnie nie byłoby już połowy grupy. Ci, którzy słuchają u nas dźwiękowych relacji księdza przewodnika wiedzą, że nogi odmawiają posłuszeństwa, a do problemów z odciskami dołączyła asfaltówka. Siostry czuwają, aby pomimo tych trudności każdy doszedł do Częstochowy. Sto lat! Sto lat im za to. Z okazji ich święta ojciec Ireneusz Wierzchowski wręczył Siostrom nietypowy prezent - sporej długości kiełbasę :) I miłe, i praktyczne :)

Oprócz świętowania grupa mija dzisiaj dąb Bartek, na trasę przybył także proboszcz parafii św. Trójcy Andrzej Kieliszek i proboszcz z Bork, odwiedzający pielgrzymów z Woli Osowińskiej.

"Piętnastka" pokonała dzisiaj prawie 30 kilometrów na trasie Suchedniów - Tumlin.

 

Dzień podsumowuje ksiądz Mariusz Baran

 

Konferencja

Wiara prowadzi do pobożności

Wiara jest ściśle związana z pobożnością. Ks. Jakub Wujek nazywa ją „darem bogobojności". Niestety, wokół niej narosło wiele nieporozumień i uprzedzeń. Można powiedzieć, że także wśród wierzących pobożność nie cieszy się zrozumieniem i najlepszą opinią. Rzadko kto pamięta, że pobożność (hebr. phobos, łac. pietas, gr. eusébea) jest jednym z darów Ducha Świętego, a jej pochwałę głosi słowo Boże. W nim też znajdujemy największy przykład pobożności do naśladowania, jaki nam dał Chrystus.
Co to jest i na czym polega pobożność do której zobowiązuje nas wiara? Czym ona dla nas jest? Czy jesteśmy prawdziwie pobożni?

Pobożność w krzywym zwierciadle

Pobożność nie cieszy się dobrą sławą dzięki rozpowszechnionym wynaturzeniom. W literaturze światowej spotykamy się z opisami przesadnej i powierzchownej religijności. Tytułem przykładu wspomnijmy „Świętoszka" Moliera, bohaterkę fraszki Jana Kochanowskiego „Na pobożną" lub też bohaterkę powieści Gabrieli Zapolskiej „Moralność Pani Dulskiej". Można by wymienić jeszcze inne przykłady, w których dewocja (od łac. devotio – poświęcenie, ofiarowanie) jawi się w swej karykaturalnej formie – jako pozorowana religijność, pozbawiona autentyzmu i szczerości wiary i miłości do Boga, polegająca na mnożeniu praktyk religijnych. Dewot, dewotka (z franc. bigot, bigotka) uchodzą za osoby fałszywe, drobnostkowe, wykorzystujące wiarę dla swoich – nie zawsze najszlachetniejszych celów. To osoby traktujące Boga i wiarę bardzo instrumentalnie.
Na czym polega fałszywa pobożność? O. Tilmann Pesch, jezuita, uważa, że na tym, „że wiele płytkich dusz poniżyło ją do podrzędnych praktyk, zaniedbując rzeczy istotne". Pisze on: „Najgorszymi wrogami prawdziwej pobożności są: 1) czysto naturalna uczuciowość (sentymentalność); 2) przecenianie zewnętrznych praktyk (faryzeizm); 3) przecenianie osobistego widzimisię, czyli osobistego zdania (subiektywizm); 4) przesadna szorstkość (egoizm); 5) wyłączna rozumowość, która lekceważy wszystko, co się nie da ludzkim rozumem wymierzyć (racjonalizm).
Dwa zaś są robaki, które najbardziej niszczą pobożność: duchowna zmysłowość, która tylko czyha na rzewne i słodkie uczucia, oraz duchowna próżność, która by się chciała wyróżnić przez pobożność.
Często można spotkać ludzi, którym się zdaje, że są pobożni, ponieważ się rozpływają w rzewnych i przyjemnych uczuciach. Łatwiej jest pobożnie marzyć, jak dobrze postępować. Dlatego wielu jest takich, co bardzo lubią marzyć, byle tylko nie postępować dobrze.
Są i tacy, co uważają się za pobożnych, ponieważ zdaje im się, że wiele znają środków do życia pobożnego; żadnego jednak z tych środków naprawdę nie używają. Aby być prawdziwie pobożnym nie trzeba wiele wiedzieć, lecz wiele czynić.
Inni znów pokładają swoją pobożność w rzeczach zewnętrznych. Tego rodzaju rzeczy, choćby to nawet były ćwiczenia pobożne i dobre uczynki, o tyle są pożyteczne i zbawienne, o ile stoją w związku z wewnętrznym usposobieniem. Co by ci pomogło udawać cnotę, majątek swój rozdawać biednym, okazywać gorącą pobożność, gdybyś w głębi serca szukał w tym wszystkim tylko siebie? Gdybyś to robił tylko dla pochwał i szacunku ludzkiego, dla zrobienia łatwej kariery?
Wielu jest takich pobożnych, co to chcą, aby Bóg im służył, a nie oni Bogu. Wszelka pobożność, która nie czyni człowieka sumiennym, wiernym powołaniu, pokornym, jest fałszywa" .
Z bezlitosną, a niekiedy niesprawiedliwą i powierzchowną krytyką pobożności (nie zawsze fałszywej) spotykamy się także dzisiaj. Jej ofiarami są także gorliwie i szczerze wierzący i praktykujący, których odsądza się „od czci i wiary". Panuje przekonanie, że wiara jest sprawą prywatną, a więc nie powinno się z nią obnosić, deklarować jej lub manifestować publicznie. Stąd też za przejaw dewocji niektórzy uznają nawet noszenie medalika lub krzyżyka, a także systematyczne uczęszczanie do kościoła na Mszę św. i spowiadanie się.
Krytycy zewnętrznych oznak wiary i praktyk religijnych mówią o tym, że najważniejsze jest tylko to, co człowiek ma w sercu. Czy mają rację? Czy wyrażanie wiary poprzez gesty i znaki zewnętrzne podważa jej szczerość i autentyczność? Czy wiarę trzeba ukrywać?
Krytycy dewocji w jej formach zewnętrznych bardzo biorą za pobożność to, co nią nie jest lub – gorzej – stanowi jej karykaturalne zniekształcenie. Piętnują to, co należy potępić. Formalizm religijny, powierzchowność, a nawet zabobonność i magiczne podejście do wiary nie mają z pobożnością nic wspólnego. To tak, jakby ktoś patrząc na sztuczne kwiaty opowiadał jak pachną kwiaty w ogrodzie. Pani Dulska nie jest ideałem pobożności. Podobnie osoba, „która modli się pod figurą i ma diabła za skórą".
Nie można zatem – powołując się na mniej lub więcej stereotypowe wyobrażenia o pobożności, potępiać chrześcijan, którym zależy na życiu w komunii z Bogiem. Nie mamy prawa przyłączać się do chóru tych, którzy postponują pobożność, pamiętając, że nikt nie powinien niesprawiedliwie osądzać bliźnich.
Pamiętajmy również o tym, że „w grzeszniku pobożność budzi odrazę" (Syr 1,25), a więc zajadłość z jaką krytykowane są wszelkie przejawy pobożności, może mieć źródło w jej braku.

Pobożność w Biblii

Wzorem pobożności jest sam Chrystus, a wraz z Nim wielu bohaterów wiary, znanych nie tylko z kart Starego i Nowego Testamentu, ale także z późniejszej historii. To ci, którzy zewnętrzne przywiązanie do Boga i Jego woli wypełnili wewnętrznym żarem wiary, miłości i nadziei.
Pochwałę pobożności głosi Pismo Święte. Uczy ono, że „pobożność możniejsza jest niż wszystko" (Mdr 10,12). Jest ona synonimem mądrości polegającej na posłuszeństwie i poddaniu Bogu, natomiast jej antonimem jest bezbożność, uznawana za wielką głupotę (zob. Mt 5,22-23).
Wszyscy bohaterowie wiary Starego Testamentu wyróżniali się pobożnością, wyrażającą się w posłuszeństwie Bogu oraz pragnieniu oddania Mu należnej czci. Była ona naturalną konsekwencją ich wiary, owocem zawierzenia Bogu jako Stwórcy i Zbawcy.
Trudno byłoby wyliczyć wszystkich patriarchów, sędziów, kapłanów, królów, proroków, niewiasty i innych pobożnych członków Ludu Bożego, dla których Bóg był Stwórcą i Zbawcą. Pobożny był Noe, Abraham, Sara, Józef, Mojżesz, Aaron..., a także Dawid, Salomon, Ezechiasz, Estera, Judyta, Hiob, Eliasz, Izajasz, Machabeusze...
Matatiasz stawiał przykład wiary i pobożności przodków swoim synom: „Pamiętajcie o tym, jak postępowali ojcowie, co czynili za swojego życia, a zdobędziecie wielką chwałę i imię wasze wiecznie wspominać będą. Czyż nie w czasie pokusy Abraham okazał się wiernym? I zostało mu to poczytane za sprawiedliwość. Józef w czasie największych trudności zachował przykazanie i został panem Egiptu. Nasz praojciec Finees za swoją wielką gorliwość otrzymał obietnicę kapłaństwa na wieki. Jozue za zachowanie Bożego polecenia został sędzią Izraela. Kaleb za to, że przed zgromadzeniem wydał świadectwo, otrzymał ziemię w dziedzictwo. Dawid za swoją pobożność odziedziczył na wieki tron królewski. Eliasz w nagrodę za swoją wielką gorliwość o Prawo został zabrany do nieba. Chananiasz, Azariasz i Miszael przez wiarę zostali wyratowani z płomienia. Daniel dzięki swej niewinności z paszczy lwów został ocalony. Tak możecie przejść myślą jedno pokolenie po drugim i przekonacie się, że nie zawiedzie się ten, kto w Nim pokłada swe nadzieje" (1 Mach 2,51-61).
W Starym Testamencie znajdujemy mocno ugruntowane przekonanie, że Bóg „ochrania stopy pobożnych" (1 Sm 2,9). Stąd też Psalmista, przekonany o tym, że pobożność czyni człowieka miłym Bogu, modlił się: „Strzeż mojego życia, bo jestem pobożny, zbaw sługę Twego, który ufa Tobie. Ty jesteś Bogiem moim, Panie, zmiłuj się nade mną, bo nieustannie wołam do Ciebie" (Ps 86,2-3). Autor Księgi Przysłów jest pewien, że Bóg „dla prawych chowa swą pomoc, On – tarczą żyjących uczciwie. On strzeże ścieżek prawości, ochrania drogi pobożnych" (Prz 2,7-8). To samo powiedział również św. Piotr w domu poganina Korneliusza: „Przekonuję się, że Bóg naprawdę nie ma względu na osoby. Ale w każdym narodzie miły jest Mu ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie" (Dz 10,34-35).
Z długiej listy pobożnych czcicieli Boga ze Starego Testamentu wybierzmy mało znaną postać Tobiasza Starszego, bohatera Księgi Tobiasza. Jego historia uczy, co znaczy być pobożnym.
Tobiasz, pomimo niesprzyjających okoliczności zewnętrznych (prześladowanie wiary) starał się zachowywać prawo Boże. Modlił się a także spełniał uczynki miłe Bogu: wspierał jałmużną ubogich, pielgrzymował do Jerozolimy, świętował, składał kapłanom ofiary i dziesięciny na utrzymanie świątyni (zob. Tb 1,4-8). Był człowiekiem pobożnym, to znaczy starał się pozostać wierny Bogu oraz zasadom moralnym wypływającym z wiary. Dzięki temu mógł o sobie powiedzieć: „Ja, Tobiasz, chodziłem drogami prawdy i dobrych uczynków przez wszystkie dni mego życia" (Tb 1,3). Pobożność Tobiasza, chociaż wyrażała się w konkretnych czynach, była zarazem duchem ożywiającym całe jego życie. Był to duch bojaźni Bożej oraz pragnienie życia w sprawiedliwości. Stąd też mógł bez pychy powiedzieć: „I wierny byłem Bogu z całej duszy" (Tb 1,12).
W Nowym Testamencie przykład pobożności dał sam Chrystus. Jako dwunastoletni chłopiec pielgrzymował na święto do Jerozolimy, chociaż formalnie nie był do tego zobowiązany (zob. Łk 2,42). Często przebywał w świątyni, którą szanował jako dom Boży. Miłość do świątyni Bożej sprawiła, że przeciwstawił się panującym zwyczajom kupieckim i zapłonąwszy świętym gniewem wypędził tych, którzy ją bezcześcili. „A Jezus wszedł do świątyni i wyrzucił wszystkich sprzedających i kupujących w świątyni; powywracał stoły zmieniających pieniądze oraz ławki tych, którzy sprzedawali gołębie. I rzekł do nich: Napisane jest: Mój dom ma być domem modlitwy, a wy czynicie z niego jaskinię zbójców" (Mt 21,12-13). Płacił podatek świątynny (zob. Mt 17,24-27).
W swoim nauczaniu Jezus zwracał uwagę na to, aby praktyki pobożne nie były wykonywane bezdusznie i powierzchownie, dla chwały własnej lub zysku. Bardzo wymowne są wskazania, jakie w tym względzie pozostawił uczniom: „Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie. Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę" (Mt 6,1-5).
Jezus piętnował surowo faryzejskie podejście do kultu i wiary w Boga. Nazywał ich „grobami pobielanymi" (zob. Mt 23,27) nie ze względu na to, że pełnili dzieła pobożne, ale dlatego, że ich czyny pozbawione były wewnętrznej prawdy. Niby miłowali Boga, niby żyli według Jego woli. W rzeczywistości skupiali się na tym, co zewnętrzne, z nieczystą intencją zbierania pochwał i uznania wśród ludzi. Jezus mówił: „Lecz biada wam, faryzeuszom, bo dajecie dziesięcinę z mięty i ruty, i z wszelkiego rodzaju jarzyny, a pomijacie sprawiedliwość i miłość Bożą. Tymczasem to należało czynić, i tamtego nie opuszczać. Biada wam, faryzeuszom, bo lubicie pierwsze miejsce w synagogach i pozdrowienia na rynku. Biada wam, bo jesteście jak groby niewidoczne, po których ludzie bezwiednie przechodzą. Wtedy odezwał się do Niego jeden z uczonych w Prawie: Nauczycielu, tymi słowami nam też ubliżasz. On odparł: I wam, uczonym w Prawie, biada! Bo wkładacie na ludzi ciężary nie do uniesienia, a sami jednym palcem ciężarów tych nie dotykacie. Biada wam, ponieważ budujecie grobowce prorokom, a wasi ojcowie ich zamordowali" (Łk 11,42-47).
Wzorem starotestamentalnych proroków upominał się o to, by serce człowieka wierzącego wypełniała miłość i cześć dla Boga, a nie wyłącznie troska o poprawne wypełnianie obowiązków kultycznych. Stąd też ze smutkiem mówił o swoich rodakach: „Obłudnicy, dobrze powiedział o was prorok Izajasz: Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi" (Mt 15,7-9).
Jezus chciał, aby Jego czciciele oddawali cześć Bogu w duchu i prawdzie, gdyż „takich to czcicieli chce mieć Ojciec. Bóg jest duchem; potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie" (J 4,23-24).
Chrystus – pobożny Sługa Jahwe stanowi ucieleśnienie prawdziwej pobożności. Stąd też św. Paweł odnosząc się do jego życia na ziemi, pisał: „A bez wątpienia wielka jest tajemnica pobożności. Ten, który objawił się w ciele, usprawiedliwiony został w Duchu, ukazał się aniołom, ogłoszony został poganom, znalazł wiarę w świecie, wzięty został w chwale" (1 Tm 3, 16).
Istotą pobożności Jezusa było posłuszeństwo Ojcu. Mówił o sobie: „Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło" (J 4,34). Chrystus pragnął, aby Ojciec niebieski był uwielbiony przez dzieła, które przyszedł wypełnić. Także poprzez swą śmierć pragnął Go uwielbić (zob. J 21,19).
Pobożność, której uczy Jezus swoich uczniów nie jest wezwaniem do mnożenia obrzędów religijnych, postów, pokut, ale nakazem miłości do Boga i bliźnich. Jej rdzeń stanowi największe przykazanie miłości: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego" (Mt 22,37-39).
Życie pobożne stanowiło zadanie ucznia Chrystusa. Św. Paweł zachęcał pozyskanych dla Chrystusa uczniów do życia pobożnego. Zwięźle przypomniał Tytusowi, że ma on wraz z powierzonymi jego opiece wiernymi wzrastać w tęsknocie za Chrystusem: „Ukazała się bowiem łaska Boga, która niesie zbawienie wszystkim ludziom i poucza nas, abyśmy wyrzekłszy się bezbożności i żądz światowych, rozumnie i sprawiedliwie, i pobożnie żyli na tym świecie, oczekując błogosławionej nadziei i objawienia się chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Jezusa Chrystusa, który wydał samego siebie za nas, aby odkupić nas od wszelkiej nieprawości i oczyścić sobie lud wybrany na własność, gorliwy w spełnianiu dobrych uczynków" (Tt 2,11-14).
Pisząc do biskupa Tymoteusza, zachęcał go: „Sam zaś ćwicz się w pobożności! Bo ćwiczenie cielesne nie na wiele się przyda; pobożność zaś przydatna jest do wszystkiego, mając zapewnienie życia obecnego i tego, które ma nadejść. Nauka to zasługująca na wiarę i godna całkowitego uznania" (1 Tm 4,7-9). Wymieniając wartości, o jakie winien zabiegać młody biskup, św. Paweł nie zapomniał o pobożności: „Ty natomiast, o człowiecze Boży, uciekaj od tego rodzaju rzeczy, a podążaj za sprawiedliwością, pobożnością, wiarą, miłością, wytrwałością, łagodnością! Walcz w dobrych zawodach o wiarę, zdobądź życie wieczne: do niego zostałeś powołany i o nim złożyłeś dobre wyznanie wobec wielu świadków" (1 Tm 6,11-12).
Życie w Duchu

„Treścią chrześcijańskiego życia jest wiara i miłość, praktyka wszystkich cnót pod ukrytym wpływem Ducha Odnowiciela, od którego pochodzi łaska usprawiedliwiająca, ożywiająca i uświęcająca, a wraz z łaską wszystkie nowe cnoty, które tworzą tkankę życia nadprzyrodzonego. To życie rozwija się nie tylko dzięki naturalnym władzom człowieka – rozumowi, woli i zmysłom – ale także mocą nowych zdolności przydanych mu (superadditae) wraz z łaską, jak to wyjaśnia św. Tomasz z Akwinu (Summa Theol., I-II, q. 62, aa. 1,3). To dzięki nim rozum może przylgnąć do Boga-Prawdy przez wiarę; serce potrafi kochać Go duchową miłością, która jest w człowieku jakby «uczestnictwem w samej Bożej miłości, to jest w Duchu Świętym» (II-II, q. 23, a. 3, ad 3); wszystkie zaś władze ducha i w pewnym sensie także ciała mogą uczestniczyć w nowym życiu poprzez czyny godne kondycji człowieka, który dzięki łasce otrzymał udział w naturze i życiu Boga: jest jak powiada św. Piotr, uczestnikiem Boskiej natury (por. 2 Pt 1,4)" .
Zobowiązanie do życia pobożnego jest wezwaniem, by chrześcijanin, który stał się poprzez chrzest świątynią Ducha Świętego, a przez bierzmowanie otrzymał pełnię Jego darów, pozwolił się prowadzić Duchowi Bożemu. Pobożność nie jest niczym innym, jak życiem w Duchu Świętym. W jaki sposób działa Duch Święty?
Zamieszkując w chrześcijaninie podsuwa mu zbawienne myśli i święte pragnienia. Oświeca rozum, aby dostrzegał dobro i wolę pobudzając ją do tego, co słuszne. To dokonuje się poprzez udzielanie łask uczynkowych oraz natchnień Ducha Świętego.
Natchnienie to oddziaływanie Ducha Świętego na umysł i wolę człowieka. Jest światłem, które oświeca rozum i zarazem siłą uzdalniającą wolę do czynienia dobra i unikania zła. Obowiązkiem człowieka jest być uległym Bożym natchnieniom i pójść za nimi. Dzięki temu człowiek wierzący wzrasta w komunii z Bogiem. Aby mógł chętnie i bez ociągania iść za natchnieniami Ducha Świętego, udziela on mu swoich darów. Wśród siedmiu, o których mówi tradycja wyrosła na Słowie Bożym znajdują się dwa odnoszące się bezpośrednio do relacji z Bogiem: dar pobożności i dar bojaźni Bożej.
Pobożność, jako życiowa postawa wobec Boga, przejawiająca się w oddawaniu czci Bogu poprzez akty kultu religijnego i prawe życie, zgodne z Jego wolą, nie jest wyłącznie dziełem człowieka, cnotą wypracowaną przez niego samego. Jest jednym z darów Ducha Świętego. Katechizm Kościoła Katolickiego wymienia ją wśród siedmiu darów Ducha Uświęciciela.
Bł. Jan Paweł II uczył: „Przez dar pobożności Duch Święty kieruje serce człowieka ku Bogu, budząc w nim uczucia, myśli i modlitwy, które wyrażają postawę synostwa wobec Ojca objawionego przez Chrystusa. Sprawia, że człowiek przyjmuje i przyswaja sobie tajemnicę «Boga z nami», zwłaszcza poprzez zjednoczenie z Chrystusem, Słowem Wcielonym, przez synowską więź z Błogosławioną Dziewicą Maryją, przez obcowanie z aniołami i świętymi w niebie i przez więź z Kościołem" .
Benedykt XVI, przemawiając do bierzmowanych w Mediolanie przypomniał, że dar pobożności „podtrzymuje w sercu płomień miłości do naszego Ojca w niebie, tak aby się do Niego modlić każdego dnia z ufnością i miłością umiłowanych dzieci" . Jest więc darem, który nadaje autentyzm czci oddawanej Bogu, sprawiając, że zewnętrznym aktom kultu odpowiada wewnętrzna miłość i dziecięca cześć wobec Boga.
Dar Ducha Świętego rozbudza także pełną ufności miłość do Matki Bożej. Dar pobożności wzbudza nabożeństwo do aniołów i świętych, zwłaszcza naszych patronów oraz pamięć o duszach czyśćcowych.
Dar pobożności rozciąga się poza cnotę religijności. Duch Święty wzmacnia wszystkie cnoty związane ze sprawiedliwym traktowaniem Boga i Jego stworzeń, zwłaszcza innych ludzi.
Św. Franciszek Salezy w swoim dziele o pobożności „Filotea" tak ukazuje jej piękno i wartość w życiu każdego chrześcijanina: „Prawdziwa i żywa pobożność nie może płynąć jedno z miłości Boga, a nawet nie jest czym innym, jedno prawdziwą Boga miłością i to nie lada jaką.
Albowiem miłość Boża, o ile zdobi duszę naszą i czyni nas miłymi Bogu, zowie się łaską, o ile nam udziela siły do czynienia dobrze, zowie się w nas wiernością, lecz jeżeli dochodzi aż do tego stopnia doskonałości, iż niestety nam dopomaga do czynienia dobrze, ale i to sprawia, że uczynki dobre spełniamy pilnie, często i ochotnie, wtedy miłość Boża w nas zowie się pobożnością.
Strusie nigdy nie latają, kury bardzo rzadko, a nisko i ciężko, zaś orły, gołębie i jaskółki latają często, szybko i wysoko. Podobnież stopnie są i między ludźmi: grzesznik ku Bogu nigdy nie wzlatuje, lecz zawsze po ziemi i dla ziemi kroczy; sprawiedliwy, co do pobożności jeszcze nie doszedł, wzlatuje wprawdzie ku Bogu przez dobre uczynki, ale zbyt rzadko, ciężko i leniwo; pobożny zaś, często się ku Bogu wznosi lotem wysokim i bystrym.
Jednym słowem, pobożność jest żarem ducha, przez który miłość Boga sprawia w nas swe sprawy i to czyni, że my je sprawujemy raźno i ochoczo. A jako wierności dziełem jest to, że zachowujemy wszystkie przykazania Boże; tak dziełem pobożności jest to, że je spełniamy i rzeźwo i pilnie. Kto więc nie zachowuje wszystkich przykazań Bożych, nie jest ni dobrym, ni pobożnym; albowiem, aby być dobrym, potrzeba być wiernym; a żeby być pobożnym, oprócz wierności, potrzebną jest rześkość i pochopność do uczynków dobrych. A że pobożność zależy na wysokim stopniu doskonałej wierności, przeto nie tylko czas czyni gotowymi, pilnymi i czujnymi w zachowaniu wszystkich przykazań Bożych, ale nadto pobudza nas do tego, ażebyśmy szybko i z miłością spełnili jak najwięcej uczynków dobrych, chociażby zgoła nie nakazanych, lecz tylko doradzonych, albo natchnionych.
Albowiem jako człowiek powstający z chorych, tyle tylko chodzi ile mu koniecznie potrzeba, a i to ciężko i powoli, tak grzesznik, tylko co dźwignion z nieprawości swojej, chodzi po drodze przykazań Bożych zwolna i leniwo, dopóki nie zajdzie aż do pobożności; wtedy bowiem, jako człowiek spełna zdrów i silny, nie tylko idzie, lecz bieży i wskok bieży po drodze przykazań, a nadto puszcza się z pędem wielkim na ścieżki rad i natchnień Bożych.
Na koniec między miłością i pobożnością nie masz innej różnicy, jak między ogniem i płomieniem; bo miłość, będąca ogniem duchowym, gdy się rozpłomieni, zwie się pobożnością. A więc pobożność nic innego nie przydaje do ognia miłości jedno płomień żywy, czyniący też miłość rączą i ochoczą, nie tylko w zachowaniu przykazań, lecz nadto, jak się rzekło, w wykonywaniu rad i natchnień Bożych".

Strzeżmy się bezbożności

Współcześnie można spotkać się z katolikami (i nie tylko), którzy określają siebie jako „wierzący niepraktykujący". Są to osoby, które deklarują się jako wierzący, ale nie przywiązani do praktyk religijnych i nie identyfikujący się ze wspólnotą kościelną. Twierdzą, że nie są ateistami. Wierzą na swój własny sposób, chociaż trudno byłoby im sporządzić katalog swoich wierzeń i opartych na nim postaw etycznych.
Czy wierzący niepraktykujący będą zbawieni?
Nie możemy dać na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi – to znaczy takiej, która dotyczy poszczególnych, konkretnych wierzących niepraktykujących. Warto jednak spojrzeć na ich stan z punktu widzenia biblijnego i pokusić się o ocenę moralną wiary, która nie praktykuje.
Na początku trzeba zauważyć, że Pismo Święte nie zna pojęcia osoby „wierzącej, ale niepraktykującej", to znaczy takiej, która wierzy w Boga, ale pozostaje w pewnym oddaleniu (obojętności) religijnej. Biblia natomiast często mówi o bezbożnikach (hebr. hata, gr. asebes, łac. impius) i bezbożności. Jest ona „wadą sprzeciwiającą się, przez brak, cnocie religijności" .
W Starym Przymierzu bezbożność polegała na lekceważeniu Bożego Prawa (Dekalogu), a w Nowym Testamencie na odrzuceniu nauki Chrystusa i tego, co On ofiarował ludziom w Kościele jako środki pomocne do zbawienia. Bezbożność (gr. asebeia) łączy się z nieprawością (gr. adikia) i bezprawiem (gr. anomia). Jest nie tylko oddawaniem czci bożkom, ale przejawia się jako obojętność wobec Boga i Chrystusa. Ujawnia się też jako próba zniekształcenia zdrowej nauki. Widać ją w grzesznym stylu życia, schlebianiu żądzom ciała i odrzucaniu zdrowych zasad moralnych. Bezbożnik wprowadza swoje zasady wiary i moralności, przekonany, że lepiej od innych rozumie wymagania Boże.
Postawę wierzącego niepraktykującego można w świetle Nowego Prawa uznać za równoznaczną z bezbożnością. Wierzący obojętni religijnie lub odrzucający sakramenty święte niewiele różnią się od ateistów. Między bajki należy włożyć ich deklaracje o tym, że są głęboko wierzący i mają doskonały kontakt z Bogiem, do którego nie potrzebują pośrednictwa wspólnoty wiary. Nie różnią się od niewierzących, gdyż nie traktują poważnie swego zbawienia, chociaż wiedzą, że Bóg istnieje to jednak żyją tak, jakby nie istniał. Niewierzący niepraktykujący poprzez zaniedbanie życia religijnego, zwłaszcza brak troski o przystępowanie do sakramentów świętych (Eucharystii, sakramentu pokuty i pojednania) wystawiają się na poważne niebezpieczeństwo utraty zbawienia. Niekiedy nawet wkraczają w sferę grzechu przeciwko Duchowi Świętemu. Ich sytuacja podobna jest do tej, w jakiej znaleźli się niektórzy faryzeusze i uczeni w Piśmie, do których przemawiał św. Jan Chrzciciel nad Jordanem. „Mówił więc do tłumów, które wychodziły, żeby przyjąć chrzest od niego: Plemię żmijowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem? Wydajcie więc owoce godne nawrócenia; i nie próbujcie sobie mówić: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam, że z tych kamieni może Bóg wzbudzić dzieci Abrahamowi. Już siekiera do korzenia drzew jest przyłożona. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone" (Łk 3,7-9).
Słuchacze Jana Chrzciciela byli przekonani, że nie dotknie ich gniew Boży, ponieważ przynależą do rodu Abrahama. Podobnie myślą wierzący niepraktykujący: uważają, że do zbawienia wystarczy deklaracja wiary w Chrystusa i podążanie za własnymi poglądami religijnymi. Samo uznanie się za wierzącego nie wystarcza do zbawienia, podobnie, jak metryka chrztu nie wystarcza, aby uznać kogoś za wspaniałego katolika.
Katolicy wierzący niepraktykujący zamykają się na działanie łaski Bożej. Ich życie religijne łatwo ulega spłyceniu i subiektywizacji. Obojętność religijna nie pomaga we wzrastaniu w wierze. Przeciwnie, rodzi niebezpieczeństwo całkowitej jej utraty. Może także w konsekwencji doprowadzić do zatwardziałości serca i odrzucenia nawet szczątkowej wiary w Boga.
Osoby, które zaniedbują swe życie religijne winny rozważyć swą postawę w świetle słów wypowiedzianych przez Jezusa: „Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie" (Mt 10,32-33).
Trzeba, abyśmy modlili się za tych, którzy są naszymi braćmi wierze, a którzy nie troszczą się o nią, upraszając dla nich dar nawrócenia i pokuty. Przypominajmy im słowa proroctwa, jakie Chrystus skierował do Kościoła w Laodycei, gdyż ono oddaje ich sytuację: „Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust. Ty bowiem mówisz: Jestem bogaty, i wzbogaciłem się, i niczego mi nie potrzeba, a nie wiesz, że to ty jesteś nieszczęsny i godzien litości, i biedny i ślepy, i nagi" (Ap 3,15-17).
Sami zaś czuwajmy nad tym, by w naszym sercu nie zabrakło gorliwości w wierze.

 

Zaloguj się, aby dodać komentarz. Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się.