Radzyń Podlaski - Nasze miasto z dobrej strony! Mamy 25 października 2020 imieniny: Ingi, Darii, Sambora
Rozkład jazdy autobusów Ogłoszenia Imprezy i wydarzenia Ceny paliw

Na skróty

40 kilometrów

Mariusz Szczygieł   
sobota, 11 sierpnia 2012 21:12

Chociaż nie jest łatwo to nasi i tak mają wesołe minyOd samego rana padało.

"Piętnastka" miała podubdkę o 4 rano, bo jak wspomiał wczoraj ksiądz Mariusz Baran, musieli jeszcze dojść 3 kilometry na mszę. Na trasie czuć już, że lato powoli zmierza jednak ku końcowi. Ranki są zimne, a kiedy z nieba dodatkowo leje deszcz, to wstawanie w takich warunkach, składanie mokrego namiotu, mycie się... wyobraźcie to sobie. Brrr... Przestało padać dopiero po 9.

Do Czarncy szło się ciężko. Remont drogi i całkowicie zmieniona przez "Przemarsz" trasa spowodowała, że radzyńska grupa pokonała dzisiaj prawie 40 kilometrów! Na nocleg zaszli dopiero o 19.40. Nie było już apelu - odmówiono go wcześniej, w trakcie drogi. Teraz po prostu trzeba rozbić namiot i wcześniej pójść spać... Jutro kolejny dzień.

W naszej grupie idzie już 170 osób.

 

Etap podsumowuje ksiądz Mariusz Baran

 

Konferencja

Wiara próbowana w ogniu cierpienia

Wiara musi zmierzyć się z wielorakimi formami cierpienia. „Trzeba od razu stwierdzić, iż rzeczywistość zła i cierpienia stanowi główną trudność w przyjęciu prawdy o Bożej Opatrzności. Trudność ta przybiera w pewnych wypadkach postać radykalną, kiedy ktoś oskarża Boga z powodu zła i cierpienia, jakie jest w świecie, a oskarżanie to prowadzi nieraz do odrzucenia samej prawdy o Bogu i Jego istnieniu (czyli ateizmu). W postaci mniej radykalnej, nie mniej jednak głębokiej, trudność ta wyraża się poprzez krytyczne pytania, jakie człowiek kieruje pod adresem Boga. Wątpliwości, pytania, czy jawna kontestacja biorą się stąd, że trudno jest pogodzić z sobą Opatrzność Bożą, ową Ojcowską troskę o świat stworzony, oraz rzeczywistość zła i cierpienia na różne sposoby doświadczanego przez ludzi" .
Powszechny fakt cierpienia rodzi kryzys wiary zwłaszcza u osób, które w niej widzą swoisty „parasol" ochronny przed złem. Religia jest dla nich formą ucieczki przed cierpieniem – stąd, gdy ono przychodzi, zastanawiają się nad sensem bycia ludźmi wierzącymi. Cierpienie rodzi pytania nabrzmiałe niepewnością lub podejrzeniami wobec Boga. W trudnych sytuacjach pytamy: Czy Bóg mnie kocha i o mnie pamięta? Czy jest wszechmocny? Dlaczego zgadza się na moje cierpienie?

Cierpienie źródłem kryzysu wiary

Rzeczywistość zła i cierpienia jest złożona i wieloraka. Występuje ona zarówno w postaci fizycznej, jak i moralnej. Na wiele zła istniejącego w świecie człowiek nie ma osobistego wpływu. Klęski żywiołowe, katastrofy naturalne, choroby, nieszczęśliwe wypadki, przeróżne formy niepełnosprawności fizycznej lub niedomagania zdrowotne występują niezależnie od niego. Bywa, że człowiek przyczynia się do nich poprzez ignorancję lub swoją nieostrożność albo też ryzykowne zachowania. Może szkodzić sobie i innym.
Cierpienie człowieka posiada wymiar duchowy. Przejawia się ono jako poczucie bezsensu, osamotnienia, odrzucenia, przegranej, goryczy, braku miłości. Człowiek cierpi nie tylko z powodu bólu zęba, niedomagań żołądkowych czy kłopotów z chodzeniem spowodowanych starością. Te problemy najczęściej rozumie i akceptuje z rezygnacją widząc w nich naturalne ograniczenia, wynikające z ludzkiej kondycji. Nie ma o nie pretensji do Boga. Natomiast boleśniej odczuwa brak przyjaźni i akceptacji, ciepła rodzinnego, wykorzenienie, odrzucenie lub wrogość. Te stany, bardziej niż ból fizyczny, prowokują pytania o sens życia i cierpienia.
O ile łatwiej człowiekowi pogodzić się ze złem, które jawi się w świecie jako negatywna konsekwencja (skutek) zawinionych ludzkich działań lub konieczność życiowa, o tyle nie może on pogodzić się z istnieniem cierpienia niezawinionego, zwłaszcza gdy cierpią istoty niewinne, bezbronne i słabe.
Człowiek rozumie niedoskonałość rzeczywistości ziemskiej, jej ograniczenia, przemijalność i niedostatki. Nikt zatem nie dziwi się, że byty materialne, w tym człowiek, doświadczają swej ograniczoności, niszczeją i podlegają prawu śmierci. To należy do natury i jest wpisane w dobro całościowe wszechświata. „Czyż byłoby do pomyślenia przy dzisiejszym stanie świata materialnego nieograniczone utrzymywanie się w istnieniu każdej jednostkowej istoty cielesnej?
Inaczej jest z cierpieniem dzieci lub osób dobrych i szlachetnych. Przeciwko temu buntuje się rozumna natura człowieka, gdyż godzi to w poczucie sprawiedliwości. To właśnie cierpienie rodzi dramatyczne pytania o wszechmoc i miłość Bożą. „Jak pogodzić je z transcendentną Mądrością Stwórcy oraz z Jego wszechmocą? A w sposób bardziej dialektyczny: czy możemy, wobec całego doświadczenia zła w świecie, a zwłaszcza wobec cierpienia niewinnych, powiedzieć, że Bóg nie chce zła? A jeżeli go chce, jak możemy uwierzyć, że jest Miłością? Tym bardziej, skoro Miłość ta jest wszechmocna?"

Próba zrozumienia

Cierpienie jest poważnym argumentem przeciwko istnieniu dobrego i wszechmogącego Boga. Ten argument wiara musi obalić.
Ludzie wierzący szukali odpowiedzi na pytanie o sens cierpienia i stawiali je Bogu. W Starym Przymierzu było ono tłumaczone przede wszystkim jako konsekwencja grzechu pierworodnego (scena sądu i wygnania z raju – zob. Rdz 3,1-24). Gdyby człowiek nie opowiedział się przeciwko Bogu, żyłby szczęśliwy w raju. Grzech zniszczył przyjacielską relację stworzenia ze Stwórcą i w konsekwencji wniósł wiele zła w historię człowieka i świata.
W przyjęciu za słuszne takiego wytłumaczenia zła w świecie sprzyjały dzieje biblijne, które toczyły się w schemacie wina Izraela – kara (zło), pokuta – nawrócenie – Boże przebaczenie i łaskawość. Ilekroć ludzkość lub naród Wybrany odrzucali Boga, dopuszczali się nikczemności i grzechu, tylekroć Bóg nie zostawiał tego bez ukarania. Tak postrzegał Mojżesz Boga: „Jahwe, Jahwe, Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność, zachowujący swą łaskę w tysiączne pokolenia, przebaczający niegodziwość, niewierność, grzech, lecz nie pozostawiający go bez ukarania, ale zsyłający kary za niegodziwość ojców na synów i wnuków aż do trzeciego i czwartego pokolenia" (Wj 34,6-7).
Grzech był przyczyną kary potopu. „Kiedy zaś Pan widział, że wielka jest niegodziwość ludzi na ziemi i że usposobienie ich jest wciąż złe, żałował, że stworzył ludzi na ziemi, i zasmucił się. Wreszcie Pan rzekł: Zgładzę ludzi, których stworzyłem, z powierzchni ziemi: ludzi, bydło, zwierzęta pełzające i ptaki powietrzne, bo żal mi, że ich stworzyłem. [Tylko] Noego Pan darzył życzliwością. (Oto dzieje Noego. Noe, człowiek prawy, wyróżniał się nieskazitelnością wśród współczesnych sobie ludzi; w przyjaźni z Bogiem żył Noe. A Noe był ojcem trzech synów: Sema, Chama i Jafeta. Ziemia została skażona w oczach Boga. Gdy Bóg widział, iż ziemia jest skażona, że wszyscy ludzie postępują na ziemi niegodziwie, rzekł do Noego: Postanowiłem położyć kres istnieniu wszystkich ludzi, bo ziemia jest pełna wykroczeń przeciw mnie; zatem zniszczę ich wraz z ziemią" (Rdz 6,5-13).
Również niewola babilońska, inne wielkie nieszczęście, jakie spotkało Izrael, jest przykładem wymierzenia sprawiedliwości Bożej tym, którzy dopuścili się nieprawości.
Jednak dociekania na temat sensu cierpienia i obecności zła w świecie nie zamknęły się na przyjęciu tego prostego wytłumaczenia. Odpowiedź, że człowiek cierpi za swe grzechy nie wystarczała, aby objąć wszystkie sytuacje życiowe. Księga Hioba podważa ten prosty schemat i dotychczasowe wyjaśnienie.
Sprawiedliwy Hiob jest przykładem człowieka pobożnego, żyjącego według Prawa Bożego, przyjaciela Boga (zob. Hi 1,1). W niczym nie uchybił Bogu. Wiernie spełniał Jego wolę, a mimo to spadło na niego wielkie nieszczęście. Utracił majątek (zob. Hi 1,12), najbliższych (zob. Hi 1,13-14.18) dotknęła go straszna choroba (zob. Hi 2,7). Znalazł się w sytuacji „bez wyjścia", przybity, złamany, postawił sobie, przyjaciołom i Bogu pytanie: dlaczego? Z jakiego powodu cierpi?
Jego przyjaciele, mędrcy, przedstawili mu odpowiedź klasyczną, tradycyjną, powszechnie podzielaną: jesteś grzesznikiem. Musiałeś zgrzeszyć (zob. Hi 4,19). W ten sposób pragnęli ocalić obraz Boga, który „za dobro wynagradza, a za zło karze"; który działa sprawiedliwie, według tego, na co zasługują Jego wierni. Hiob zdecydowanie odrzuca tę próbę wyjaśnienia tego, co go spotkało. Uznawał się za człowieka niewinnego. Jego sumienie mówiło mu, że nie popełnił żadnego wykroczenia, które zasługiwałoby na surowy gniew Boży.
Historia Hioba, w którą wpisany jest los milionów niewinnych osób, podważa wytłumaczenie zła jako kary za grzechy. Zawiera w sobie głęboką myśl: cierpienie w ostatecznym rozrachunku jest tajemnicą. Przecież Hiob w ostateczności nie otrzymuje odpowiedzi na swe uporczywe „dlaczego?". Niemniej tajemnica cierpienia znajduje swe rozwiązanie. Hiob w swym cierpieniu spotkał Boga. Doświadczył Jego bliskości. Dlatego Księga ta kończy się pełnym zaufania wyznaniem. „Hiob na to odpowiedział Panu, i rzekł: Wiem, że Ty wszystko możesz, co zamyślasz, potrafisz uczynić. Kto przesłania zamiar nierozumnie? O rzeczach wzniosłych mówiłem. To zbyt cudowne. Ja nie rozumiem. Posłuchaj, proszę. Pozwól mi mówić! Chcę spytać. Racz odpowiedzieć! Dotąd Cię znałem ze słyszenia, obecnie ujrzałem Cię wzrokiem, stąd odwołuję, co powiedziałem, kajam się w prochu i w popiele" (Hi 42,1-6).
Obecność Boga jest tym, co pozwala mu przetrwać trudne chwile cierpienia fizycznego i moralnego. Daje nadzieję. Umacnia. Pociesza. Sprawia, że człowiek znajduje siłę, aby nie rezygnować. Trwać.
Hiobem Nowego Testamentu jest Chrystus. Sprawiedliwy i niewinny Syn Boży. Jego również spotkało nie zasłużone w niczym cierpienie. Przyjął je w znaku krzyża. Poprzez swą mękę i śmierć wypełnił odwieczny plan Ojca, którym jest odkupienie ludzi. „W odwiecznym planie Bożym, a z kolei w opatrznościowym działaniu Bożym w dziejach człowieka, wszelkie zło, a w szczególności zło moralne – grzech – zostaje podporządkowane dobru odkupienia i zbawienia właśnie przez krzyż i zmartwychwstanie Chrystusa. Można powiedzieć, że w Nim Bóg wyprowadza dobro ze zła. Wyprowadza je poniekąd z samego zła grzechu, którym było cierpienie Niewinnego Baranka i jego straszliwa śmierć na krzyżu jako ofiara za grzechy świata" .
Chrystus dał odpowiedź złu nie w formie teoretycznej, lecz wchodząc w tajemnicę krzyża. Stanął po stronie cierpiących. Przyniósł im nie tyle swe słowo o cierpieniu, ile podzielił je wraz z nimi. Wziął ich ciężar na swe barki i pokazał, że cierpienie może stać się drogą do Boga.
Istnienie zła, podobnie jak dobra, jest konsekwencją wolności. Wiara mówi nam, że zła Bóg nie chce, ale je dopuszcza. „Zło moralne jest całkowicie przeciwne woli Boga. Jeżeli w dziejach człowieka i świata to zło w rzeczywistości jest obecne – owszem, czasem zdaje się przemożne – jeśli poniekąd ma swoją historię, to ze strony Bożej Opatrzności zostaje ono dopuszczone ze względu na to, że Bóg chce, aby w świecie stworzonym istniała wolność. Istnienie wolności stworzonej (a więc istnienie człowieka, istnienie czystych duchów, jak aniołowie), jest nieodzowne dla tej pełni stworzenia, jaka odpowiada odwiecznemu planowi Boga. Ze względu na tę pełnię dobra, jaką Bóg chce urzeczywistnić w stworzeniu, jest rzeczą bardziej podstawową istnienie istot wolnych niż to, że owe istoty mogą swojej wolności użyć wbrew Stwórcy, czyli, że wolność pociągnie za sobą zło moralne. W tym znaczeniu wiara chrześcijańska przyjmuje, że Bóg dopuszcza zło moralne" .

Grzech i łaska

Patrząc bez wiary na grzech i zło współczesnego świata, na jego nędzę moralną, brak sprawiedliwości, rażące krzywdy jakich doznają słabi i nędzarze, można dojść do przekonania, że zło jest wszechmocne i ono dominuje w historii świata. Zło w świecie jest demoralizujące i deprymujące. Zetknięcie się z nim przeraża. Jednak wiara nie pozwała ulec złudzeniu, że zło jest najważniejszym i najpotężniejszym elementem rzeczywistości ziemskiej. W godzinie śmierci Chrystusa na krzyżu, kiedy „mrok ogarnął całą ziemię" a Jezus pytał Ojca: „Eloi, Eloi, lema sabachthani, to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?" (Mk 15,34), wydawało się, że zło zwyciężyło. Tymczasem była to tylko „godzina ciemności i panowanie ciemności" (Łk 22,53), której Bóg położył kres „o świcie pierwszego dnia tygodnia" (zob. Mt 28,1 i nast.).
Wiara mówi nam, że nie można postawić znaku równości pomiędzy potęgą Boga a potęgą szatana, pomiędzy dobrem a złem. Bóg jest potężniejszy od zła, a Jego miłość zwycięża nawet największy grzech. Ostatnie słowo należy nie do Złego, ale do Chrystusa. W tym duchu odczytujemy Apokalipsę, jedyną księgę prorocką Nowego Przymierza. Ukazuje ona przed tronem Boga i Baranka tych „którzy przychodzą z wielkiego ucisku i opłukali swe szaty, i w krwi Baranka je wybielili. Dlatego są przed tronem Boga i w Jego świątyni cześć Mu oddają we dnie i w nocy. A Zasiadający na tronie rozciągnie namiot nad nimi. Nie będą już łaknąć ani nie będą już pragnąć, i nie porazi ich słońce ani żaden upał, bo paść ich będzie Baranek, który jest pośrodku tronu, i poprowadzi ich do źródeł wód życia: i każdą łzę otrze Bóg z ich oczu" (Ap 7,14-17).
Święty Paweł uczył, że Bogu nie jest obojętne to, co się dzieje z ludźmi i światem. „Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska, aby jak grzech zaznaczył swoje królowanie śmiercią, tak łaska przejawiła swe królowanie przez sprawiedliwość wiodącą do życia wiecznego przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego" (Rz 5,20-21). Rzeczywiście: moglibyśmy znaleźć wiele sytuacji, w których rzeczywistość nie jest „czarno-biała", ale przeważają w niej różne kolory lub odcienie szarości. Przykładem jest największa tragedia współczesności, jaką były nazistowskie obozy koncentracyjne, wśród nich osławione Auschwitz-Birkenau i Dachau. W jednym i drugim miejscu niemalże fizycznie objawiło się przerażające zło. Były to miejsca niezasłużonego cierpienia i śmierci, spowodowane przez szaleńców opętanych złem.
Odwiedzając Auschwitz-Birkenau Benedykt XVI powiedział: „Ileż pytań nasuwa się w tym miejscu! Ciągle powraca jedno: Gdzie był Bóg w tamtych dniach? Dlaczego milczał? Jak mógł pozwolić na tak wielkie zniszczenie, na ten triumf zła? (...) Nie potrafimy przeniknąć tajemnicy Boga – widzimy tylko jej fragmenty i błądzimy, gdy chcemy stać się sędziami Boga i historii. Nie obronilibyśmy w ten sposób człowieka, przeciwnie, przyczynilibyśmy się do jego zniszczenia. Nie – ostatecznie powinniśmy wytrwale, pokornie, ale i natarczywie wołać do Boga: Przebudź się! Nie zapominaj o człowieku, którego stworzyłeś! To nasze wołanie do Boga winno jednocześnie przenikać nasze serca, aby obudzić ukrytą w nas obecność Boga – by Jego moc, którą złożył w naszych sercach, nie została stłumiona i zagrzebana w nas przez muł egoizmu, strachu przed ludźmi, obojętności i oportunizmu. Zanośmy to wołanie do Boga, skierujmy je również do naszych serc właśnie teraz, gdy pojawiają się nowe zagrożenia, gdy w ludzkich sercach zdają się panować na nowo moce ciemności: z jednej strony nadużywanie imienia Bożego dla usprawiedliwienia ślepej przemocy wobec niewinnych osób; z drugiej cynizm, który nie uznaje Boga i szydzi z wiary w Niego" .
Jednocześnie obozy te, podobnie jak wiele innych stały się miejscem męczeństwa z miłości do Boga i bliźnich. W Auschwitz oddał swe życie za brata św. Maksymilian Maria Kolbe. Za swój naród złożyła siebie w ofierze św. Edyta Stein, karmelitanka. Obóz stał się ostatnią stacją na drodze do świętości bł. o. Jana Antonina Bajewskiego OFM Conv., bł. o. Ludwika Piusa Bartosika OFM Conv., bł. ks. Piotra Edwarda Dańkowskiego, bł. br. Symforiana Feliksa Duckiego OFM Cap., bł. s. Katarzyny Celestyny Faron, bł. ks. Józefa Jankowskiego SAC, bł. o. Aniceta Koplińskiego OFM Cap., bł. ks. Józefa Kowalskiego SDB, bł. ks. Wojciecha Nierychlewskiego CSMA, bł. ks. Romana Sitko, bł. s. Marii Klemensy Staszewskiej OSU, bł. ks. Bolesława Strzeleckiego, bł. ks. Kazimierza Sykulskiego, bł. br. Stanisława Tymoteusza Trojanowskiego OFM Conv., bł. br. Piotra Bonifacego Żukowskiego OFM Conv. Zostali wyniesieni na ołtarze za to, że na ziemi, z której wygnano Boga, zwyciężyli w sobie zło miłością.
Także Dachau stało się miejscem męczeństwa wielu świętych i błogosławionych kapłanów, braci zakonnych i świeckich. Bł. ks. Antoni Rewera, błogosławieni: ks. Edward Grzymała, ks. Michał Woźniak, ks. Stefan Frelichowski to tylko niektórzy kapłani męczennicy z Dachau. Wśród męczenników z Dachau Jan Paweł II wyniósł na ołtarze jeszcze 42 kapłanów, braci zakonnych i kleryków. Widzimy więc, jak na tej samej ziemi wzrasta kąkol i pszenica, dobro i zło. Jedno i drugie – zło i dobro – splatają się nieraz w naszych sercach. Co wybierzemy? Za czym się opowiemy? Jaką drogą zechcemy pójść?

Zaproszenie Jezusa

W Ewangelii możemy znaleźć wiele zaproszeń, które Jezus kierował do tych, którzy w Niego uwierzą. Wezwanie do nawrócenia (zob. Mt 4,17), propozycja pójścia za Nim (zob. Mk 1,17), przynaglenie do wiary w Niego (zob. J 14,1), zachęta do dźwigania krzyża (zob. Mt 16,24), wezwanie do odwagi (zob. Mk 6,50), to niektóre z zaproszeń, jakie skierował do uczniów.
W kontekście wiary, która niejednokrotnie musi zmierzyć się z cierpieniem, przypomnijmy sobie zaproszenie, skierowane do tych, których życie upływa pośród trudności i cierpień. „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie" (Mt 11,28-30).
„Przyjdźcie do Mnie wszyscy..." wszyscy – a zwłaszcza ci, którzy doświadczacie jak trudne jest życie. Można wyobrazić sobie tych, do których Jezus wypowiadał te słowa: ubogich rybaków umęczonych codziennymi połowami, rzemieślników, którzy próbują przeżyć kolejny dzień, drobnych kupców, niewolników zdanych na łaskę panów, a także kobiety i dzieci, należące do najsłabszych grup społecznych. Przyjdźcie wszyscy – a więc także chorzy, opętani, odrzuceni z powodów religijnych, napiętnowani za grzechy i słabości.
Przyjdźcie do mnie wszyscy – także i do nas Pan kieruje to zaproszenie. Jakakolwiek byłaby nasza pozycja społeczna, doświadczenia życiowe, osobista historia, ufność i wiara, wielkość lub nikczemność – wszyscy jesteśmy adresatami Jego zaproszenia. Bóg przez Chrystusa pragnie każdego człowieka obdarzyć zbawieniem.
Jezus obiecywał pokrzepienie. To dar ważny na chwile dźwigania krzyża. Potrzebujemy pokrzepienia – wzmocnienia nie tyle ramion, ile ducha. Człowiek, który jest wewnętrznie mocny potrafi znieść wiele cierpień i nie załamać się. Potrafi przetrzymać nawet niewiarygodne cierpienia. Jeśli ma wiarę, jeśli czuje, że nie jest sam – umie pokonać niemożliwe i przekroczyć swe naturalne możliwości. Pokrzepiony przez Jezusa staje się zdolny do heroicznych czynów.
Jezus zachęca do przyjęcia Jego jarzma. To paradoks: obciążanym – ujarzmionym, Jezus obiecuje kolejny ciężar, kolejne jarzmo. Nie jest to nęcąca propozycja, ani zachęcająca oferta. Współbrzmi z zaproszeniem, wyrażonym przy innej okazji: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je" (Mk 8,34-35). Jednak Chrystus nie przymnaża ciężarów. Nie postępuje jak faryzeusze i uczeni w Piśmie, którzy „wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą" (Mt 23,4). Jego jarzmo „jest słodkie" i „ciężar lekki" (zob. Mt 11,30). Jarzmo Ewangelii i ciężar miłości Jezusa pomagają Jego uczniom utrzymać się w pionie. Podnoszą, stabilizują, a nie obciążają i popychają do upadku. Chrystus ofiarowując swoim uczniom jarzmo miłości pokrzepia i umacnia. Miłość Boża ma bowiem tę nieskończoną moc – ocala, obdarza radością, czyni łatwiejszym do zniesienia ciężary i upał dnia (zob. Mt 20,12).
Wobec cierpienia – własnego lub tych, których kochamy, wobec cierpienia z którym spotykamy się na co dzień i o którym słyszymy, potrzeba zaufania do Jezusa. Jest to postawa bardzo trudna, gdyż ból może wydać się nie do zniesienia, upadki zbyt bolesne, by się po nich podnieść, przykrości druzgocące, a problemy – niepokonalne. Epizod z uciszeniem burzy na Jeziorze poucza nas, że nigdy nie wolno zwątpić w Niego. „Gdy zapadł wieczór owego dnia, rzekł do nich: Przeprawmy się na drugą stronę. Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim. Naraz zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź już się napełniała. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy? On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: Milcz, ucisz się! Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza. Wtedy rzekł do nich: Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?" (Mk 4,35-40).
Ludzie małej wiary – załamują się wobec zła; ci, którzy ufają Jezusowi potrafią je przetrwać. Wolno więc nam w trudnych chwilach pytać wraz z Psalmistą:
„Jak długo, Panie, całkiem o mnie nie będziesz pamiętał?
Dokąd kryć będziesz przede mną oblicze?
Dokąd w mej duszy będę przeżywał wahania,
a w moim sercu codzienną zgryzotę?
Jak długo mój wróg nade mnie będzie się wynosił?
Spojrzyj, wysłuchaj, Panie, mój Boże!
Oświeć moje oczy, bym nie zasnął w śmierci,
by mój wróg nie mówił: Zwyciężyłem go,
niech się nie cieszą moi przeciwnicy,
gdy się zachwieję.
Ja zaś zaufałem Twemu miłosierdziu;
niech się cieszy me serce z Twojej pomocy,
chcę śpiewać Panu, który obdarzył mnie dobrem" (Ps 13,2-6).
Ale jednocześnie trzeba wraz nim wyznawać:
„Pan światłem i zbawieniem moim:
kogóż mam się lękać?
Pan obroną mojego życia:
przed kim mam się trwożyć?" (Ps 27,1).
Kończąc nasze rozważania przypomnijmy sobie słowa św. Piotra Apostoła: „Wy bowiem jesteście przez wiarę strzeżeni mocą Bożą dla zbawienia, gotowego objawić się w czasie ostatecznym. Dlatego radujcie się, choć teraz musicie doznać trochę smutku z powodu różnorodnych doświadczeń. Przez to wartość waszej wiary okaże się o wiele cenniejsza od zniszczalnego złota, które przecież próbuje się w ogniu, na sławę, chwałę i cześć przy objawieniu Jezusa Chrystusa. Wy, choć nie widzieliście, miłujecie Go; wy w Niego teraz, choć nie widzicie, przecież wierzycie, a ucieszycie się radością niewymowną i pełną chwały wtedy, gdy osiągniecie cel waszej wiary – zbawienie dusz" (1 P 1,5-9).
Można się radować nawet wśród smutku, gdyż mamy błogosławieństwa Chrystusa: „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.
Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.
Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.
Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was,
i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was.
Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie" (Mt 5,3-12).

 

Komentarze  

 
#1 pielgrzmkapinokio8 2012-08-13 09:16
w takim upale i w deszczu szli pielgrzmi tyle killometrów zyczę powodzenia
 

Zaloguj się, aby dodać komentarz. Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się.