Radzyń Podlaski - Nasze miasto z dobrej strony! Mamy 31 października 2020 imieniny: Łukasza, Urbana, Augusta

Już niedługo

Nigdzie się nie wybieraj... Siedź spokojnie w domu i oglądaj telewizję, albo czytaj książki :)
Dodaj wydarzenie
Zobacz wszystkie

Reklama

Historia Radzynia i oczami Radzyniaków

Staropolskie zwyczaje wielkopostne

Arkadiusz Kulpa   
wtorek, 10 marca 2009 13:12

Zwyczaje wielkopostne{xtypo_dropcap}W{/xtypo_dropcap}ielki Post naszych przodków był czymś zupełnie innym niż post współczesny, który jest już bardziej symbolem niż postem. Zaczynał się tak jak obecnie od posypania popiołem głów wiernych w Środę Popielcową. Popiół przypominał ludowi, że kiedyś zostanie z nich tylko proch. W okresie baroku nastąpił jakby nawrót do wartości średniowiecza i wrócono do jego haseł tj. Memento Mori (pamiętaj o śmierci) lub Vanitas vanitatum et ominium vanitas (marność nad marnościami wszystko marność). Kościoły były wtedy pełne. Jędrzej Kitowicz (1728 – 1804) w swoim dziele pt. „Opis obyczajów za panowania Augusta III” pisze „ że nawet chorzy, nie mogący dla słabości przyjąć popielcu w kościele, prosili o niego, aby im był dany w łóżku”. Na początku postu rozdawano też ubogim resztki z zapustnych biesiad.

Kobiety na okres postu ubierały się skromniej oraz używały czarnej biżuterii z agatu, hebanu lub onyksu, oprawionej w srebro. W tym okresie nie grano skocznej muzyki. Jeżeli już coś grano to tylko smętne dumki lub nokturny. Dzieci też odczuwały umartwienia postne. Zdarzało się, że na okres postu chowano im zabawki, zostawiając tylko te najskromniejsze lub najbardziej zniszczone, a na dobranoc dzieci zamiast bajek słuchały żywotów Świętych.

 

Diabelski napój

Arkadiusz Kulpa   
wtorek, 10 marca 2009 12:04

Sarmackie rozmaitości{xtypo_dropcap}W{/xtypo_dropcap}iększość ludzi na całym świecie zaczyna od niej dzień. Większość naszych rodaków też nie wyobraża sobie bez niej poranka. Piją ją czarną lub ze śmietanką z ekspresu lub parzoną po turecku. Jest nawet rozpuszczalna. Tak, chodzi o kawę. Lecz większość amatorów kawy, delektując się jej smakiem i aromatem prawdopodobnie nigdy się nie zastanawiało skąd ten napój wziął się w naszym kraju. A trzeba powiedzieć, że jej początki w Rzeczpospolitej i w ogóle w Europie były bardzo ciekawe i jej rozpowszechnienie miało dalekosiężne skutki kulturowe i ekonomiczne. To właśnie kawa i inne egzotyczne używki tj. herbata i czekolada były symbolem przemian obyczajowych i kulturowych jakie zaszły w XVII i XVIII w. w Rzeczpospolitej.

W Imperium Osmańskim kawa rozprzestrzeniła się w XVI w. Wtedy kawę (z jęz. arab.- kahva, tur.- kahve) w postaci mielonych ziaren zalanych wrzątkiem pito powszechnie w Arabii, Egipcie i Turcji. Polacy zetknęli się z nią w XVII w. który był też wiekiem wielkich wojen z Turcją. Posłowie przybywający do Sułtana Tureckiego często byli częstowani kawą.

 

Szlacheckie uczty

Arkadiusz Kulpa   
wtorek, 10 lutego 2009 10:20

Trwa karnawał – okres zabaw na balach, weselach, studniówkach. Można powiedzieć, że to najbardziej imprezowy okres w roku. Polacy zawsze lubili się dobrze zabawić. Jedną z cech naszych przodków – sarmatów – poza pamiętnikarstwem i sejmikowymi dyskusjami była skłonność do biesiadowania, a raczej do obżarstwa i tęgiego pijaństwa. Szlachcic, który potrafił wypić duszkiem trzylitrowy kielich wina budził niekłamany respekt i szacunek.

W XVII i XVIII w szlachta znajdowała wiele okazji do ucztowania. Najczęściej były to jednak imieniny i uczty przed sejmami czyli coś na kształt współczesnych wieców przedwyborczych. Magnaci za jadło i napitek kaptowali sobie głosy – czyli tzw. kreski – mniejszej szlachty. W czasie uczt zawierano też sojusze polityczne i rodowe mariaże.

Uczty zaczynano o 4 lub 5 popołudniu, a trwały najczęściej do rana. W sali jadalnej ustawiano stoły w kształt podkowy. Stół musiał być przykryty obrusami. Zastawa była różna, w zależności od tego, kto miał z niej korzystać – jeśli to był ktoś znaczny stawiano przed nim zastawę srebrną, tam zaś gdzie zasiadała szlachta mniej znaczna stała zastawa cynowa, gliniana lub drewniana. Do sztućców przykładano mniejszą wagę.

 

Słów kilka o piwie

Arkadiusz Kulpa   
czwartek, 29 stycznia 2009 10:40

pianka{xtypo_dropcap}N{/xtypo_dropcap}a calutkim świecie niewiele jest osób, które nie kosztowały złocistego napoju z pianką na wierzchu, zwanego piwem. Nic tak nie orzeźwia w upalny dzień jak zimne piwko. Przy nim można przedyskutować w gronie przyjaciół wszystkie sprawy. Nie może go również zabraknąć podczas oglądania meczu piłki nożnej. Oczywiście zawsze z umiarem.

Lecz chyba niewielu ówczesnych konsumentów piwa wie jaką rolę ten napitek odgrywał w kuchni staropolskiej. Już od najdawniejszych czasów na polskich stołach królowały dwa napitki: miód pitny i piwo. Miód pitny był napojem luksusowym i kosztownym. Proces jego warzenia trwał długo. Piwo było o wiele tańsze i było spożywane na co dzień, i w dużych ilościach. Trzeba zaznaczyć, że wtedy piwo zawierało o wiele mniej alkoholu niż obecnie. Jeszcze w XVII w. powszechnie uważano, że woda jest źródłem chorób i starano się jej nie pijać. Było to słuszne ponieważ wody wtedy nie gotowano. Dlatego wszędzie

 

Wojenna tułaczka Alfonsa Szabrańskiego

franekdolas55   
niedziela, 11 stycznia 2009 00:00

IMG_3015{xtypo_dropcap}W{/xtypo_dropcap} maju 1999 roku zmarł Alfons Szabrański - legionista, podoficer kawalerii w 13 Pułku Ułanów Wileńskich - Nowa Wilejka, żołnierz AK oddział Lwów. Za zasługi został odznaczony krzyżem walecznych, medalem 10-lecia, medalem ochotnikowi za rok 20, medalem AK.


Wspomnienia zostały spisane w całości w 1956 roku.


- Witam uprzejmie, podobno przeżył Pan ciekawą historię w swoim życiu, czy może Pan nam ją opowiedzieć?


- Tak, to jest historia mojego życia. W wieku 16 lat związałem się z wojskiem. Mieszkałem w małej wiosce w okolicy Radzynia Podlaskiego na Lubelszczyźnie o nazwie Bedlno Radzyńskie. Tam wraz z rodzicami i bratem starszym o 3 lata - Romanem, uprawialiśmy ziemię, aż do roku 1914. Pamiętam, że w tym czasie powołano Tatę do wojska CK do 8 Dywizji Piechoty, a bratu mama kazała uciekać przed poborem do Ciotki do Brześcia Litewskiego. W lutym 1915 matka dowiedziała się, że brata wcielili do dragonów i wysłali na front. W maju 1915 roku wrócił do domu nasz sąsiad wcielony z ojcem do CK. Z informacji uzyskanych od sąsiada dowiedzieliśmy się, że uciekł z piekła pod Gorlicami oraz że był świadkiem postrzelenia ojca w pierś. Sąsiad nie potrafił powiedzieć, czy ojciec przeżył, bo przez jakiś czas musiał ukrywać się u ludzi w wiosce.

 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 następna > ostatnia >>

Strona 3 z 3