Radzyń Podlaski - Nasze miasto z dobrej strony! Mamy 12 sierpnia 2020 imieniny: Klara, Lech, Julian
Rozkład jazdy autobusów Ogłoszenia Imprezy i wydarzenia Ceny paliw

Na skróty

05.08.2010 - Żyrzyn - Łagów

Mariusz Szczygieł   
czwartek, 05 sierpnia 2010 07:37

9:19 - Odpoczynek w Osinach przed PuławamiTrzeci dzień pielgrzymowania rozpoczyna się uroczystą mszą w Żyrzynie.

Po 31 km drogi i przejściu na drugą stronę Wisły w Puławach, nasza grupa dotrze dzisiaj do Łagowa.

 

Na zdjęciu: 9:19 - Odpoczynek w Osinach przed Puławami

 

 

Z trasy

 

Osiny - Pozdrowienia dla koleżanek z PGE9:22 - Pozdrowienia dla koleżanek z PGE w Radzyniu Podlaskim od Bogny :)

 

11:16 - Jesteśmy w Puławach (p. Adam Adamski)

 

12:57 - 15A na moście w Puławach 12:57 - 15A na moście w Puławach

 

14:14 - Radzyńskie Lwy na tle kościoła w Puławach 14:14 - Radzyńskie Lwy na tle kościoła w Puławach

 

 

Konferencja

Trzy Góry Miłości 

Cała historię zbawienia, zawartą w Starym Testamencie, poczynając od pierwszych stron Biblii, zawierających opis stworzenia świata i człowieka, możemy odczytać przez pryzmat Bożej miłości, która objawiła się i zamanifestowała we wszystkich wydarzeniach. Stworzenie, historie patriarchów, zawierane przymierza, wyjście z niewoli egipskiej, okres sędziów, proroków i mędrców – są czasem, w którym Bóg mówił o swej miłości, ofiarował ją Narodowi Wybranemu, kierował nią w postępowaniu wobec Niego.

„Gdy nadeszła pełnia czasu” (Ga 4,4) Bóg odsłonił ostatecznie swą miłość poprzez swego Syna, Chrystusa. On stał się jej wiarygodnym świadkiem. Tym, w którym miłość Boża osiągnęła swą pełnię.

Chcąc dostrzec głębię i mądrość Bożej miłości, wybierzmy z całego bogactwa historii świętej tylko trzy momenty. Trzy wydarzenia, poprzez które Bóg powiedział człowiekowi swe „kocham cię”. Dokonały się one na górach. Pierwsze wydarzenie miało miejsce na Górze Synaj, nazywanej również Horebem – to nadanie Dekalogu (Wj 20,2–17). Drugie wydarzenie miało miejsce w Nowym Testamencie, ale również na Górze – to Kazanie na Górze Ośmiu Błogosławieństw (Mt 5,1nn). Trzecie wydarzenie, jakie pragniemy rozważyć jako znak miłości Bożej, to Góra Tabor, na której dokonał się cud przemienienia Chrystusa (Mt 17,1nn).

Czy przykazania są znakiem miłości?

Przeciętnemu (obojętnemu) wyznawcy jakiejkolwiek religii, a także ateistom lub agnostykom, rzeczownik „przykazanie” kojarzy się negatywnie. Przykazania przecież ograniczają swobodę działania. Stanowią pewne ramy, w których trzeba się zmieścić. Mówią stanowczo: „nie wszystko jest dozwolone”.

Współcześnie ludzie są bardzo wyczuleni na punkcie swej wolności. Bywa, że nie znoszą dobrze żadnych ograniczeń. Pragną, aby życie społeczne było wolne od zakazów i nakazów, aby każdy żył tak, jak chce. Także w sferze religijnej wiele osób kontestuje konieczność narzucania jakichkolwiek zasad działania. Słyszy się często, że przecież każdy ma sumienie i powinien kierować się wyłącznie jego wskazówkami. Popularnym sloganem, który od czasu do czasu daje się usłyszeć w środowiskach niechętnych chrześcijaństwu, jest frazes: „Twoja religia zabrania ci czegoś? – Zmień religię”.

Wielu ludziom judaizm i chrześcijaństwo kojarzą się z obowiązkiem podporządkowania się rytuałom, normom moralnym i obyczajowym, zasadom postępowania wobec Boga i innych, których symbolem jest Dekalog. Dziesięć przykazań, które Mojżesz otrzymał od samego Boga na Górze Synaj, zapisane na kamiennych tablicach, nie są jedynym obowiązującym zbiorem praw i obowiązków ludu Bożego Starego Przymierza, ale są zbiorem najbardziej znanym. Dzięki Kazaniu na Górze, rozwiniętemu w Ewangelii św. Mateusza (Mt 5–7), dzięki wczesnemu chrześcijaństwu, które dużą rolę przywiązywało do prawa moralnego wyrażonego w Dekalogu, dziesięć Słów Boga zakorzeniło się bardzo mocno w świadomości moralnej nie tylko katolików, ale i chrześcijan innych wyznań. Zachowywanie Dekalogu stało się synonimem życia moralnego, wierności wyznawanej wierze i świętości.

Niemniej jednak, wielu współczesnych wierzących uważa Dekalog bardziej za ciężar, niż za dar Boży, wypływający z Bożej miłości. Wydaje się, że patrzymy na kamienne tablice, próbując zgadnąć, ile ważą i współczując zmęczonemu ich dźwiganiem Mojżeszowi. A powinniśmy raczej starać się odczytać słowa pisane palcem Bożym.

Czy nakazywanie komuś czegoś, albo zabranianie, i to w sposób apodyktyczny, nie dopuszczający możliwości „dogadania się”, „dopasowania do własnych potrzeb” – jak ma to miejsce w przypadku Dekalogu – może być znakiem miłości?

Jeśli na Dekalog popatrzymy tak, jak małe dzieci, odrzucając potrzebę jakichkolwiek uregulowań w naszym życiu, to z pewnością powiemy: „Dekalog nie ma nic wspólnego z Bożą miłością do nas. Przeciwnie, jest «kaprysem» silniejszego, który narzuca nam, co mamy robić i jak myśleć!”

Patrząc na Dekalog oczyma zbuntowanego dziecka, któremu rodzice ograniczają możliwości wydania kieszonkowego tylko do rzeczy zdrowych i pożytecznych, będziemy widzieli w nim jedynie granicę, którą Bóg zawęża świat naszych możliwości.

Kiedyś, prowadząc lekcję religii wśród gimnazjalistów, zadałem im pytanie: „Komu łatwiej jest żyć we współczesnym świecie: ateistom czy chrześcijanom?” Niemalże jednogłośny chór poinformował mnie, że z pewnością jest łatwiej i lepiej być ateistą, niż wierzącym. Dlaczego? „Bo nie trzeba chodzić do kościoła”, „bo nie trzeba się modlić”, „bo można kłamać i nikomu z tego się nie tłumaczyć”. Moi rozmówcy wysuwali wiele argumentów za tym, że bycie wierzącym jest mniej atrakcyjne niż bycie ateistą. Zasadniczo te argumenty sprowadzały się do … konieczności zachowania Dekalogu – i nakazów, i zakazów, które podtrzymuje Kościół. A przecież – jak argumentowali moi młodzi rozmówcy – świat się zmienił, poszedł naprzód, a przykazania pozostały niezmienione, jak za czasów Mojżesza.

Ale i dzieci, zainteresowane ocaleniem własnej niezależności przyznają, że nie można żyć bez przykazań (zasad postępowania) w społeczności. Podczas rekolekcji rozmawiałem z małymi dziećmi o Dekalogu. Na początku nie były entuzjastycznie nastawione do idei przykazań. Jakiekolwiek ograniczenia wydawały im się niepotrzebne. Przecież jak ktoś się bawi ulubioną zabawką – mówiły – to wie, kiedy przestać. Podobnie jest, gdy siedzi przed komputerem i gra w fantastyczną grę. Poprosiłem dzieci, by wyobraziły sobie życie bez jakichkolwiek zasad, które by obowiązywały nie tylko je, ale i dorosłych. Dla ułatwienia ograniczyłem rozważaną rzeczywistość jedynie do jej fragmentu: do ruchu drogowego. Co byłoby, gdyby nie było żadnego „dekalogu” na drogach? Żadnych nakazów i zakazów. Dzieci szybko odkryły, że nie byłoby to dobre dla użytkowników dróg. „Wszyscy by się pozabijali”, „strach byłoby wyjść z domu”, „ulica stałaby się niebezpieczna”, „nikt by nie dojechał do celu”.

Zostawmy na boku infantylne obiekcje co do tego, czy prawa, zakazy lub nakazy są nam potrzebne, gdyż za ich istnieniem opowiada się samo życie. To ono uczy nas, że wolności nie niszczą sprawiedliwe prawa, ale ludzka samowola. Nikt rozsądny nie będzie kwestionował konieczności zachowania przepisów ruchu drogowego, zasad współżycia społecznego, etycznych i religijnych nakazów lub zakazów. Są one potrzebne, gdyż ich zadaniem jest chronienie naszego dobra.

Bóg zawsze, kiedy ustanawiał jakieś przykazania, chciał dobra człowieka. Tytułem przykładu wspomnijmy pierwsze przykazanie, jakie – jeszcze w raju – ofiarował człowiekowi Stwórca tuż po dziele stworzenia go jako kobiety i mężczyzny: „Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi». I rzekł Bóg: «Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno po całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie: dla was będą one pokarmem»” (Rdz 1,28–29). Podobnie, przywołajmy pierwszy zakaz, wypowiedziany do Adama jeszcze przed stworzeniem Ewy: „Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać według upodobania;  ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz” (Rdz 2,16–17).

Bóg nie postępuje wobec swego stworzenia arbitralnie. Nie ukrywa przed człowiekiem (jak to zasugerował pierwszym ludziom szatan) żadnego dobra, które może być jego udziałem. Stwórca troszczy się o swe dzieło, a wyrazem ojcowskiej troski jest zakaz – ostrzeżenie. Podobnie, przekazując Mojżeszowi przykazania, Bóg nie nakładał na swój lud, który prowadził ku wolności, specjalnych ciężarów. Nie zamykał mu drogi ku szczęściu i nie utrudniał życia. Przeciwnie! Chcąc pomyślności swego ludu, wytyczał drogi, którymi mógł dojść ku Niemu. Miłość Boża polega na tym, że – jak dobry Ojciec – nadał Mu prawo moralne. W ten sposób pouczył go o tym, co jest dobre i złe. Zabezpieczył przed nieszczęściami. Podzielił się swą mądrością, wskazując drogę do realizacji prawdziwego człowieczeństwa. Zachowujący przykazania Boże ludzie mogli być pewni, że nic złego ich nie spotka. Mogli czuć się bezpieczni. Dając im przykazania, Bóg nie zastawiał pułapek. Nie czynił szczęścia nieosiągalnym, niemożliwym.

Człowiek żyjący w wierności wobec Boga czuł się przez Niego kochany i strzeżony. Zachowanie Prawa Bożego (Tory) dawało poczucie bezpieczeństwa i wielką radość, rodziło dobrobyt i pomyślność.

W Starym Testamencie, zwłaszcza w Księdze Psalmów i Księgach Mądrościowych, znajdujemy wiele pochwał prawa Bożego. Chociażby:

„Prawo Pana doskonałe krzepi ducha;

świadectwo Pana niezawodne poucza prostaczka;

nakazy Pana słuszne radują serce;

przykazanie Pana jaśnieje i oświeca oczy;

bojaźń Pańska szczera, trwająca na wieki;

sądy Pańskie prawdziwe,

wszystkie razem są słuszne.

Cenniejsze niż złoto, niż złoto najczystsze,

a słodsze od miodu płynącego z plastra” (Ps 19,8–11).

Pochwałę zachowania prawa oraz korzyści, jakie daje wierność Bożym nakazom, głosi Psalm 119. Ileż pociechy duchowej otrzymał psalmista, rozważając Boże przykazania. Jakżeż umocniła go świadomość, że Bóg dał mu uczestniczyć w swej mądrości i dzięki niej kształtować życie codzienne. Ileż nadziei wzbudziło wspomnienie wierności Bożym przykazaniom, w sytuacji zagrożenia i klęski.

„Twoje ustawy stały się dla mnie pieśniami

na miejscu mego pielgrzymowania.

Nocą pamiętam o Twoim imieniu, Panie,

by zachowywać Twe Prawo.

Oto, co do mnie należy: zachowywać Twe postanowienia.

Moim działem jest Pan – mówię, by zachować Twoje słowa.

Z całego serca dbam o przychylność Twojego oblicza,

zmiłuj się nade mną według swej obietnicy!

Rozważam moje drogi i zwracam stopy do Twoich napomnień.

Śpieszyłem bez ociągania,

by przestrzegać Twoich przykazań.

Oplotły mię więzy grzeszników:

nie zapomniałem o Twoim Prawie.

Wstaję o północy, aby Cię wielbić za słuszne Twoje wyroki.

Jestem przyjacielem wszystkich,

którzy się boją Ciebie, co strzegą Twych postanowień.

Twoja łaska, Panie, napełnia ziemię:

naucz mnie Twoich ustaw!

Wyświadczyłeś dobro swojemu słudze

zgodnie z Twoim słowem, Panie!

Naucz mię zrozumienia i umiejętności, bo ufam Twoim przykazaniom.

Błądziłem, zanim przyszło utrapienie;

teraz jednak strzegę Twej mowy.

Dobry jesteś i dobrze czynisz; naucz mię Twoich ustaw!

Zuchwali knują przeciw mnie podstępy,

ja całym sercem strzegę Twych postanowień.

Otępiało ich serce opasłe, a ja znajduję rozkosz w Twoim Prawie.

Dobrze to dla mnie, że mnie poniżyłeś,

bym się nauczył Twych ustaw.

Prawo ust Twoich jest dla mnie lepsze, niż tysiące sztuk złota i srebra.

Twe ręce mnie uczyniły i ukształtowały:

obdarz mnie rozumem, bym się nauczył Twoich przykazań.

Bojący się Ciebie widzą mnie i cieszą się,

bo pokładam ufność w Twoim słowie.

Wiem, Panie, że sprawiedliwe są Twoje wyroki,

że dotknąłeś mnie słusznie.

Niech Twoja łaska stanie mi się pociechą

zgodnie z obietnicą, daną Twemu słudze.

Niech zaznam Twojej litości, abym żył,

bo Twoje Prawo jest moją rozkoszą.

Niech zawstydzą się zuchwali, bo niesłusznie mnie dręczą,

ja będę rozmyślał o Twoich przykazaniach.

Niech zwrócą się do mnie bojący się Ciebie i ci,

którzy uznają Twoje napomnienia.

Niech serce moje stanie się nienaganne w Twych ustawach,

abym nie doznał wstydu” (Ps 119,54–80).

Żyjąc według Prawa, człowiek odkrywa radość w Bogu, która staje się jego szczęściem. „Kogo prócz Ciebie mam w niebie? Gdy jestem z Tobą, nie cieszy mnie ziemia... Mnie zaś dobrze jest być blisko Boga » (Ps 73 [72],25.28)”.

Naród Wybrany był dumny z Prawa, które otrzymał od Boga.

Współcześnie ludzie niechętnie podchodzą do tematu przykazań Bożych. Kontestują je głośno w imię prawa do decydowania o sobie, lub ignorują. Powszechnym zjawiskiem jest łamanie Bożych przykazań w praktyce życia. Zniknęło umiłowanie porządku, który symbolizował Dekalog. W zamian za to w życie wielu osób wdarł się chaos etyczny. Współczesny człowiek próbuje na własny użytek, według własnych potrzeb i pragnień, decydować o dobru i złu. Dezorientacja moralna zajęła miejsce jasnych reguł Bożych. Wielu wydaje się, że w ten sposób zyskali kontrolę nad własnym życiem, stali się niezależni i wolni.

Pozostaje jednak niepokojące pytanie: czy są przez to szczęśliwi?

Góra Błogosławieństw

Dla moralności chrześcijańskiej rolę, podobną do Syjonu w Starym Testamencie, pełni Góra Ośmiu Błogosławieństw (Mt 5,1–12). Chrystus, nowy Mojżesz, ogłosił na niej ideał etyczny swoich uczniów. Błogosławieństwa opisują wartości i postawy, które są dla chrześcijan najważniejsze, które wyróżniają ich w świecie. Nadają im własną tożsamość.

Chrystus posługuje się słowem greckim „makarios”, które tłumaczy się jako „błogosławieni”, „szczęśliwi”. Rzeczywiście, wprowadzenie w życiu błogosławieństw Chrystusa czyni uczniów szczęśliwymi. Wpisuje ich w ogromną rzeszę tych, którzy nie zmarnowali swego życia, ale przeżyli je dla siebie i dla innych.

Już na pierwszy rzut oka widać, że wartości, które Chrystus uważa za najważniejsze w życiu, nie pokrywają się z tymi, które promuje świat w swoich obietnicach szczęścia. Chrystus mówi o ubóstwie ducha, czyli dziecięcej postawie zawierzenia Bogu w każdej sytuacji życiowej i liczeniu tylko na Niego, o smutku, płynącym z utrapień i niedogodności życiowych, o cichości i pokorze, która pozwala Bogu objawić swą potęgę; o cierpliwym znoszeniu prześladowań dla prawdy i sprawiedliwości, o pracy dla pokoju Bożego. Chrystus mówi o miłosierdziu na wzór Ojca, o czystości serca, która otwiera na Boga, o głodzie sprawiedliwości, który nie wyniszcza, ale buduje nowe królestwo.

Gdyby dzisiaj Jezus występował w mediach i ogłaszał swe błogosławieństwa, zostałby z pewnością odrzucony za brak zmysłu praktycznego; za to, że „nie przystaje do współczesnej rzeczywistości”. Wiele z tych wartości nie tylko w czasach Jezusa, ale i dzisiaj jest odrzucanych jako niepotrzebn,e lub wręcz szkodliwe. Jak obecnie, tak i wtedy, gdy Jezus wypowiadał swe błogosławieństwa, brzmiały one jak prowokacja. Tłumy szły za Nim, słuchały Go, gdyż chciały znaleźć sposób na udane i pełne przyjemności życie. Jezus natomiast mówił im o tym, przed czym uciekali, o czym woleli zapomnieć. Co chcieli zostawić na zawsze za sobą.

Dzisiejszy człowiek, opętany rządzą sukcesu, nie tak postrzega ideał życiowy, jak go prezentuje Chrystus. Miejsce błogosławieństw Chrystusa zajmują anty–błogosławieństwa przerażonego samym sobą współczesnego świata.

Dziś jesteśmy opętani żądzą bogactwa, pragnąc królestwa ziemskiego, niebieskie zostawiając dla słabszych od nas, umiejących czekać.

Dziś jesteśmy spragnieni rozrywki, głośnej zabawy, karnawału, który trwałby cały rok. Oburza nas sama myśl o tym, że moglibyśmy płakać, a ktoś miałby nas pocieszać.

Dziś jesteśmy głośni, medialni, na pokaz. Chcemy sławy. Cisi, to ci, którym się nie udało pojawić na okładce tabloidów lub nie wystąpili w tanim tok show.

Dziś chcemy sprawiedliwości, ale dla nas i na naszych warunkach; takiej, która przyznaje nam wszystkie przywileje, a żadnych obowiązków. Sprawiedliwości korzystnej dla nas. Za szaleńców uważamy tych, którzy walczą o coś dla innych.

Dziś jesteśmy niemiłosierni dla siebie i innych, boimy się miłosierdzia, które odsłoniłoby to, że mamy serce. Miłosierdzie oznacza słabość. A przecież wszyscy jesteśmy mocni.

Dziś nie mówimy o czystości. Nie jest „trendy” i „cool”. Wstydzimy się tej archaicznej cnoty, która sprawiała, że człowiek był szlachetny i prawy, szczery i przejrzysty jak czysta woda, zdolny do tworzenia silnych więzi i zdolny do prawdziwej miłości. Ze strachu przed byciem sobą, wybieramy nieczystość wszelkiego rodzaju.

Dziś pokój sprowadzamy jedynie do braku wojny i do spokoju. Niezdolni wniknąć w głąb własnego sumienia, w obawie, że odezwałby się w nas delikatny głos Boga. Wolimy być samotni. Dlatego samych siebie zagłuszamy tysiącem dźwięków i barw. Opanował nas strach przed zdjęciem słuchawek z uszu i chwilą milczenia.

Dziś nie godzimy się na żadne prześladowania, zwłaszcza o charakterze religijnym. Wolimy nie odstawać ze swa wiarą. Zbytnia gorliwość religijna nie popłaca. Wyklucza z towarzystwa, na którym nam zależy. Nie bronimy swoich przekonań religijnych. Nie bronimy wiary.

Wydaje się nam, że usypana przez nas własna «góra» prezentuje się lepiej, od Góry Chrystusa. Ale tak nie jest. Zbyt jesteśmy nieszczęśliwi, by uwierzyć, że anty–błogosławieństwa dadzą nam to, za czym tęsknimy. Nadal potrzebujemy Góry Ośmiu Błogosławieństw. Wiary zbudowanej na nich. Postaw, które je wyrażają. Potrzebujemy świeżości Ewangelii, wielkich ideałów, które nakreślił Chrystus.

Chrystus kończy swe błogosławieństwa, zwracając się do tych, którzy Go słuchali: „Wy jesteście solą ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptani przez ludzi. Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też lampy i nie umieszcza pod korcem, lecz na świeczniku, aby świeciła wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (Mt 5,13–16).

Góra Przemienienia

Opowiadanie o przemienieniu Chrystusa na Górze Tabor ma miejsce po zapowiedzi męki i określeniu jasnych zasad naśladowania Jezusa (Mt 16,21–26). „Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana, i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe, jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: «Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza». Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: «To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!» Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: «Wstańcie, nie lękajcie się!» Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa” (Mt 17,1–8).

Mateusz opowiada, że Jezus wziął ze sobą wybranych uczniów i poprowadził ich na górę, w miejsce odosobnione. Góra była wysoka. Zdobycie jej wymagało pewnego wysiłku. Dla rybaków, mieszkającym nad brzegiem Jeziora Genezaret, wspinaczka nie była czymś zwyczajnym. Najprawdopodobniej nie była też czymś nadzwyczaj trudnym – przyzwyczajeni byli do codziennego wysiłku. Ale z pewnością wejście na szczyt ich zmęczyło.

Zwróćmy też uwagę na drugą wskazówkę topograficzną, jaką daje Mateusz. Miejsce, na które poprowadził Chrystus, było odosobnione. Pełne ciszy i pokoju. Wolne od hałasu, który wzbudza krzątanina ludzi wokół własnych spraw.

Wtedy, na szczycie góry, w miejscu odosobnionym, spokojnym, Chrystus odsłonił przed nimi tajemnicę Zmartwychwstania – objawił im swą chwałę. Olśnieni białością szat Chrystusa, zdumieni zrozumieli, jak niewiele Go znali. To, co myśleli o Nim, ich opinie i zdania, okazały się niczym wobec prawdy o Nim. Zobaczyli też Mojżesza i Eliasza, największych mężów Starego Przymierza, jak z Nim rozmawiali. O czym mogli rozmawiać z Chrystusem? Nie wiemy. Wiemy tylko, że na Górze Tabor spotkały się Dwa Testamenty. Stare Przymierze, które dotknęło wypełnienia się proroctw i obietnic – i Nowe Przymierze, które zachwyciło się Słowem, które po długich wiekach oczekiwania „Ciałem się stało”.

Na Taborze spotkały się nie tylko zapowiedź zbawienia i wypełnienie, obietnica Boża i czyn Boga, ale dołączyło do nich proroctwo o zmartwychwstaniu. Chrystus ukazał im swą chwałę, „chwałę, jaką Jednorodzony miał od Ojca, pełen łaski i prawdy”. (J 1,14) Chrystus umocnił ich w ten sposób na godzinę krzyża – godzinę, w której będzie się wydawać, że wszystko pogrążone jest w przerażającej ciemności zła.

Chrystus, ukazując się w chwale Ojca, zapowiedział im nową rzeczywistość. Dał nadzieję. Oni również zostaną otoczeni chwałą, przemienieni, wejdą we wspólnotę ze świętymi Starego Testamentu. Przemienienie Pańskie jest zapowiedzią przemienienia Jego uczniów w królestwie, które nadejdzie.

I w tym sensie jest znakiem miłości Bożej, która nie tylko każe człowiekowi wspinać się na wysoką górę, stawia mu wysokie wymagania, ale umacnia jego nadzieję. Bóg chce, abyśmy ustawicznie zdążali ku wieczności. Ponieważ droga jest trudna, okupiona wyrzeczeniami, cierpieniem, a nawet poczuciem przegranej, dlatego sam Bóg pomaga nam, odsłaniając rąbka tajemniczej przyszłości.

Apostołowie zostali przerażeni, ale i zachwyceni tym, co ujrzeli.

Zapragnęli pozostać w blasku, który roztaczał Jezus.

Chcieli postawić trzy namioty i czuwać w ich pobliżu.

Doświadczyli, jak wspaniale jest być przy Bogu.

Przebywać na szczytach, na które tylko On prowadzi.

Doświadczać słodyczy i pokoju, którą rodzi Jego bliskość.

Wsłuchiwać się w święte głosy przeszłości, które nabierają pełnego brzmienia w ostatecznej przyszłości Boga.

Trzy Góry: Góra Synaj, Góra Ośmiu Błogosławieństw i Góra Tabor – każą się nam wspinać. Ta wspinaczka oznacza trud, zmęczenie, ofiarę. Niemniej jednak Bóg nie żąda od nas wspinania się dla wspinania, by nas czymś zająć. Nie żąda bynajmniej wysiłku pokonywania wysokości jedynie, by dać nam radość podziwiania coraz to nowych, piękniejszych widoków, którymi nigdy nie będziemy się cieszyć w dolinach.

Bóg żąda od nas wspinaczki po ścieżce Dekalogu i Błogosławieństw Chrystusa, aby uczynić nasze życie pełnym i wartościowym, szczęśliwym i owocnym, pełnym dobra i miłości.

Tak, to prawda – Jego Ojcowska miłość na Synaju, na Górze Ośmiu Błogosławieństw i Tabor, objawia swe surowe, wymagające oblicze. Ale jest to Oblicze kochającego Ojca.

 

 

Komentarze  

 
#1 Pozdrowieniaprzegalińska 2010-08-05 11:26
Uśmiechnięta jak zawsze,dzięki za pozdrowienia,życzymy Ci dużo wytrwałości i błogosławieństwa w dalszej drodze na Jasną Górę.koleżanki z KN
 

Zaloguj się, aby dodać komentarz. Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się.